prof. Tomasz Grzegorz Grosse

Coraz większe kłopoty Wielkiej Brytanii

 

Na ostatnim szczycie UE w 2017 roku przywódcy państw członkowskich zaakceptowali ustalenia pierwszego etapu negocjacji „umowy rozwodowej” między Wielką Brytanią a Unią Europejską. Nie może to dziwić, gdyż poczynione ustalenia są niewątpliwe dużo korzystniejsze dla Wspólnoty. Mimo, że do ostatecznego porozumienia jeszcze daleko, brytyjski parlament zaniepokojony rozwojem sytuacji zdecydował, że to nie rząd Teresy May tylko parlamentarzyści podejmą ostateczną decyzję. Świadczy to o słabnącej pozycji politycznej brytyjskiej premier, a także będącego u władzy konserwatywnego obozu politycznego.

W ramach już zakończonego pierwszego etapu negocjacji rząd Zjednoczonego Królestwa (UK) ustąpił unijnym negocjatorom niemal na wszystkich polach dotyczących trzech najważniejszych warunków wyjścia tego państwa z UE. Po pierwsze, Brytyjczycy ustąpili w sprawie praw obywateli UE na Wyspach, a zwłaszcza zgodzili się na uznawanie przez 8 lat od daty Brexitu (marzec 2019) jurysdykcji Trybunału Sprawiedliwości UE i możliwości pełnej unifikacji rodzin obywateli UE na terytorium UK. Po drugie, Wielka Brytania zgodziła się zapłacić rachunek w wysokości około 50 mld euro (uwzględniono w tej kwocie udział w finansowaniu budżetu UE w okresie przejściowym). Po trzecie, Brytyjczycy zgodzili się na pełny udział we wspólnotowym rynku wewnętrznym i unii celnej, co pociąga za sobą konieczność transpozycji prawa europejskiego w okresie przejściowym (UE chce, by zakończył się on 31 grudnia 2020 roku, ale potencjalnie istnieje możliwość jego przedłużenia). Początkowo udział w rynku wewnętrznym i unii celnej miał jedynie zabezpieczyć spójność regulacyjną między Irlandią a Irlandią Północną (częścią Zjednoczonego Królestwa), ale rozszerzono to na całe terytorium UK, z uwagi na niechęć Brytyjczyków do wprowadzania zróżnicowania regulacyjnego między Irlandią Północną a pozostałym terytorium Zjednoczonego Królestwa.

W rezultacie stan prawny relacji między UE a UK w okresie najbliższych lat, a więc do zakończenia okresu przejściowego ma szansę się ustabilizować, co stwarza lepszą perspektywę dla wzajemnych relacji gospodarczych i większą pewność dla inwestorów. Niemniej z punktu widzenia politycznego obecna sytuacja wygląda tak, że Wielka Brytania z chwilą opuszczenia Unii pozostanie w pełni zintegrowana z UE, podlegając prawu europejskiemu i jurysdykcji Trybunału Sprawiedliwości UE, ale bez prawa głosu i bez swoich przedstawicieli w instytucjach unijnych. Przypomina to nieco relacje Norwegii z UE (lub funkcjonujące w ramach Europejskiego Obszaru Gospodarczego, EOG), co do tej pory było scenariuszem wywołującym silne kontrowersje na Wyspach. Właśnie dlatego politycy brytyjscy uznali wkrótce po zakończeniu pierwszej fazy negocjacji, że ostatecznie wynegocjowane warunki Brexitu mogą zostać zmienione przez decyzję Westminsteru. Docelowa umowa o wzajemnych relacjach między UE a UK musi zostać zaakceptowana (lub też odrzucona) przez ten parlament. Tworzy to klimat niepewności co do dalszych losów obustronnych relacji.

Nadchodząca druga faza negocjacji, dotycząca przede wszystkim kształtu docelowej umowy o wzajemnych relacjach, rozpocznie się zapewne w kwietniu 2018 roku, gdyż najpierw strona unijna musi uzgodnić własne stanowisko (wstępnie oczekuje się zgody przywódców państw członkowskich w tej sprawie w marcu 2018 roku). Trudno jednak już teraz w pełni przewidzieć zakres tej umowy. Mimo że w negocjacjach poczyniono znaczne postępy nawet sam Brexit nie jest jeszcze ostatecznie przesądzony.

Do tej pory preferowanym przez rząd brytyjski rozwiązaniem wydawała się opcja CETA plus. Brytyjczycy chcieli podobnej umowy do tej, którą wynegocjowała UE z Kanadą (tzw. CETA), tylko w większej skali, obejmującej przede wszystkim swobodną wymianę usług. Celem Wielkiej Brytanii jest uwzględnienie w nowej umowie największej siły wyspiarskiej gospodarki, czyli usług (głównie finansowych). Około 70% dochodów brytyjskiej gospodarki pochodzi z usług; stanowią one aż 40% brytyjskiego eksportu. Tylko w 2017 roku londyńskie City wyrobiło nadwyżkę ze stroną europejską sięgającą 14 mld £. Jednak swobodna wymiana usług może Brytyjczyków wiele kosztować. Do tej pory wszystkie umowy gospodarcze zawierane przez UE z zewnętrznymi partnerami tylko w niewielkim stopniu obejmowały wymianę usług. Wątpliwe jest, aby i w tym przypadku unijni urzędnicy zgodzili się na wyjątek od reguły.

Ceną za dostęp sektora finansowego do rynku wewnętrznego byłoby zapewne pełne uczestniczenie brytyjskiej gospodarki w rynku wewnętrznym, co pociąga za sobą zarówno implementowanie prawa europejskiego, partycypację w budżecie UE, jak i uznanie jurysdykcji Trybunału Sprawiedliwości UE. Jest to rozwiązanie bliskie modelowi norweskiemu (lub modelowi EOG). Takie rozwiązanie, mimo że korzystne z gospodarczego punktu widzenia, wydaje się jednak politycznie mało prawdopodobne. Po co w ogóle Brexit, skoro miałby on się skończyć na takich warunkach? Jeśli jednak negocjacje miałyby zmierzać właśnie w takim kierunku bardziej rozsądnym rozwiązaniem byłoby rozpisanie kolejnego referendum w Wielkiej Brytanii i próba wycofania się z Brexitu. Taki przebieg wydarzeń mógłby znaleźć poparcie wśród części elit brytyjskich, nawet wśród niektórych polityków partii konserwatywnej. Niektórzy politycy podejrzewają nawet samą Teresę May o kibicowanie takiemu scenariuszowi.

Wreszcie kolejny scenariusz to powrót do pierwotnych idei Brexitu, a więc próby odzyskania wolności przez Brytyjczyków w stosunku do prawa unijnego i jurysdykcji Trybunału Sprawiedliwości UE, a także suwerenności regulacyjnej parlamentu brytyjskiego. W zależności od konfiguracji politycznej i emocji społecznych tego typu scenariusz mógłby zakończyć się albo umową zbliżoną do tej wynegocjowanej na przykład przez Kanadę, albo tzw. twardego Brexitu na ogólnych warunkach relacji gospodarczych określanych przez Światową Organizację Handlową.

Jak się wydaje, stronie europejskiej zależy jednak na tym, aby wynegocjować z Wielką Brytanią bardziej ambitne ramy współpracy, które poza kwestiami gospodarczymi będą też obejmowały współpracę na wielu innych polach (np. w polityce badawczej, współpracy obronnej i w zakresie bezpieczeństwa). To otwiera możliwości na zrealizowanie postulatu CETA Plus, a więc szerszego porozumienia, aniżeli to z Kanadą. Dlatego najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest właśnie takie porozumienie. Powinno ono obejmować rozdział gospodarczy (głównie w zakresie relacji handlowych, prawdopodobnie z wyłączeniem usług), a także rozdziały dotyczące innych obszarów współpracy, m.in. polityki obronnej, bezpieczeństwa, polityki zagranicznej, polityki innowacyjnej i współpracy naukowej.


prof. Tomasz Grzegorz Grosse
prof. Tomasz Grzegorz Grosse
Ekspert CA KJ ds. europejskich, profesor Uniwersytetu Warszawskiego.
< Powrót do listy Komentarze