dr Błażej Sajduk

Turcja – krnąbrny uczeń rozbija NATO

 

Napięcie między Turcją a światem zachodnim jest zauważalne od kilku lat, gwałtownie przybierając na sile po spacyfikowanym w lipcu 2016 „zamachu stanu”. Tymczasem Turcja wciąż jest jednym z najważniejszych członków NATO, a od 12 lat negocjuje swoje członkostwo w Unii Europejskiej. Eskalacja konfliktu politycznego stawia pod dużym znakiem zapytania rolę Turcji na geopolitycznej mapie świata. Polska powinna odegrać rolę kraju, który zadba o spójność Sojuszu Północnoatlantyckiego. 

Jako ilustrację obecnych relacji Turcji z państwami NATO i UE można odczytać listopadowy skandal związany z umieszczeniem Turcji i osobiście samego prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğana na liście „krajów współpracujących bezpośrednio z wrogiem” w czasie ćwiczeń NATO w Norwegii. Za tę „pomyłkę” Jens Stoltenberg, głównodowodzący Sojuszem Północnoatlantyckim, listownie przeprosił prezydenta Turcji, który to jednak publicznie oświadczył, że przeprosin nie przyjmie. Co więcej, w najbliższych dniach, w obecności tureckich i rosyjskich władz, zostanie sfinalizowana umowa na zakup przez Turcję zestawów obrony przeciw powietrznej S-400 Triumf rosyjskiej produkcji. Wydarzenie to budzi kontrowersje wśród krajów NATO i po raz kolejny wywołuje dyskusje o dalszej roli Turcji zarówno w NATO jak i w relacjach z Unią Europejską.

Turcja negocjuje swoje członkostwo w Unii Europejskiej już od ponad 12 lat. W trakcie wieloletnich negocjacji na 35 rozdziałów negocjacyjnych otwarto jedynie 16, przy czym udało się sfinalizować tylko jeden (nauka i badania). Tymczasem od rozpoczęcia negocjacji sytuacja znacząco się zmieniła. Dzisiejsza, rządzona autorytarną ręką Turcja nie wypełnia politycznej części kryteriów kopenhaskich (stabilna demokracja, respektowanie praw człowieka, poszanowanie praw mniejszości). Zwrócił na to uwagę Parlament w swoich rezolucjach z 2016 i 2017 roku – w sprawozdaniu nt. rocznych postępów reform w Turcji znalazł się apel o zamrożenie rozmów akcesyjnych z tym państwem. Turcja ma również problem z przestrzeganiem zasad wskazanych w preambule Traktatu Północnoatlantyckiego (zasad demokracji, wolności jednostki i rządów prawa).

Odnotowywane od dłuższego czasu napięcia na linii świat zachodni – Turcja gwałtowne przybrały na sile po spacyfikowanym zamachu stanu z połowy lipca 2016 roku. Trudno już teraz jednoznacznie ocenić konsekwencje nieudanego puczu, którego liderzy wciąż się nie ujawnili. Jasne jest jednak, iż w efekcie działań odwetowych, w tym wymiany elity państwowej średniego szczebla, reprezentanci kemalistowskiej wizji Turcji (opowiadający się za separacją władzy państwowej od religii i integracją z UE) zostali zastąpieni przez osoby prezentujące stanowisko zbieżne z linią rządzącej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (Adalet ve Kalkınma Partisi – AKP), która w swoim programie łączy turecki nacjonalizm z silnym przywiązaniem do sunnickiego islamu. By zrozumieć szerszy kontekst tej zmiany należy przywołać niektóre wydarzenia, jakie miały miejsce w relacjach między Turcją a państwami Europy Zachodniej, zwłaszcza z Niemcami.

Genezy obecnej fali konfliktu politycznego pomiędzy Niemcami a Turcją należy szukać w 2016 roku. Zaraz po nieudanym zamachu stanu Berlin udzielił azylu 414 tureckim dyplomatom, wojskowym i ich rodzinom, z których część znajdowała się w bazach NATO na terenie Niemiec. Wydania w ręce tureckiego rządu wszystkich ubiegających się o azyl domagał się turecki minister obrony Fikri Isik.

Warto również pamiętać, że wzajemne relacje Ankary i Berlina są uwarunkowane żyjącą w Niemczech diasporą (około trzech milionów) osób pochodzenia tureckiego (i kurdyjskiego), z których prawie połowa jest uprawniona do głosowania w wyborach w Niemczech. To właśnie do nich w sierpniu 2017 roku prezydent Erdoğan skierował apel, by nie głosowali w wyborach na „wrogów Turcji”, czyli kandydatów chadeków, socjaldemokratów czy „Zielonych”. Apel nie okazał się jednak skuteczny, ponieważ na SPD głosowało 64% procent tureckiej diaspory (z której udział w głosowaniu wzięło 70%).

Co ciekawe, niemieckie organy administracyjne i sądy konsekwentnie starają się utrudniać bezpośrednie próby kontaktów tureckich polityków z żyjącą w Niemczech tureckojęzyczną mniejszością. Działania Niemiec nie są w Europie odosobnione, czego przykładem może być decyzja z marca 2017 roku, gdy rząd Holandii odmówiły politykom AKP prawa do prowadzenia kampanii referendalnej na terytorium Holandii. W odwecie Turcja de facto wycofała swojego ambasadora z Hagi oraz aresztowała przebywających na terenie Turcji obywateli państw europejskich (posiadających podwójne obywatelstwo) pod zarzutem szpiegostwa i kontaktów z organizacją Fethullaha Gülena (Ruch Gülena politycy AKP oskarżają o inspirowanie intryg wymierzonych w ich rządy). Aresztowano głównie aktywistów na rzecz praw człowieka i dziennikarzy, w tym 22 obywateli Niemiec.

Warto pamiętać, że mimo zawirowań politycznych obecność Turcji w NATO nadal ma spory wpływ na funkcjonowaniu Sojuszu. Jako pozytywny przykład działania sojuszniczego NATO wskazuje się trwającą od początku 2013 roku do końca 2016 roku operację Active Fence, podczas której amerykańskie, holenderskie (później wymienione na jedną hiszpańską) oraz niemieckie baterie rakiet MIM-104 Patriot strzegły nieba i terytorium Turcji przed atakiem rakietowym z kierunku Syrii.

Jednak i w tym przypadku trzeba odnotować „łyżkę dziegciu” – incydent ze stycznia 2013 roku w İskenderun, w którym pięciu żołnierzy Bundeswehry zostało pobitych przez turecką młodzież (do ataku przyznała się młodzieżówka silnie lewicującej partii patriotycznej Vatan Partisi). Ponadto Turcja w czerwcu 2016 roku utrudniła niemieckim parlamentarzystom dostęp do żołnierzy stacjonujących w bazie Incirlik. Zadaniem 260 osobowego personelu wojskowego było dostarczanie informacji wywiadowczych wykorzystywanych do walki z ISIS w ramach operacji „Counter Daesh”. W efekcie działań strony tureckiej zarówno żołnierze jak również sprzęt (m.in. sześć samolotów Panavia Tornado) i infrastruktura zostały decyzją Bundestagu w okresie od czerwca do października 2017 roku relokowane do bazy Muwaffaq Salti nieopodal Al-Azraq w Jordanii.

O tym, że relacje między partnerami w NATO są napięte może świadczyć fakt, iż pod koniec maja Niemcy, Francja, Holandia i Dania stworzyły koalicję krajów, która storpedowała kandydaturę Stambułu jako organizatora szczytu NATO w 2018 roku. Propozycję, aby następny szczyty odbył się nad Bosforem złożył prezydent Erdoğan jeszcze podczas szczytu Sojuszu w Warszawie (w 2016 roku). Finalnie miejscem szczytu będzie kwatera główna NATO w Brukseli.

Pogarszające się stosunki między krajami zachodniej Europy a Turcją widać również analizując kontekst militarny. Choć sprzedaż uzbrojenia między państwami członkowskimi NATO nie powinna być ograniczana przyczynami politycznymi, to jednak w marcu br. niemieckie Federalne Ministerstwo Gospodarki i Energii odrzuciło 10 tureckich wniosków o sprzedaż uzbrojenia motywując to obawą, iż broń mogłaby zostać wykorzystane do prześladowania opozycji i naruszania praw człowieka. Tureckie władze oceniły decyzję jako ukryte embargo i zagroziły przekierowaniem zamówień do Wielkiej Brytanii i Francji. Dla porównania, podobnych odmów w latach 2010–2015 było w sumie osiem.

Napięcia między Ankarą a europejskimi państwami wpisują się w rosnącą w społeczeństwach starej Europy nieufność wobec mniejszości muzułmańskiej oraz mogą być łatwo wykorzystywane przez Rosję, dla której narzędziem stają się skrajnie prawicowe ugrupowania. Rola antyemigracyjnych i antyislamskich haseł w dużej mierze przełożyła się bowiem na poparcie m.in. dla Alternatywy dla Niemiec, Wolnościowej Partia Austrii czy Partii Wolności w Holandii. Pośrednim skutkiem jest pojawienie się podobnego przekazu w komunikacji partii głównego nurtu. Emblematyczny przykład może stanowić Holandia, gdzie w marcu 2017 roku ponowny sukces euroentuzjastów z premierem Markiem Ruttem na czele wielu komentatorów przypisało jego decyzji o podtrzymaniu zakazu na zorganizowanie w Rotterdamie przez aktywistów AKP wiecu promującego zmiany w tureckiej konstytucji, w którym mieli uczestniczyć tureccy ministrowie.

W rodzimym kontekście należy odnotować październikową jednoznaczną deklarację prezydenta Andrzej Dudy za przyjęciem Turcji do Unii Europejskiej. To bowiem na jego zaproszenie prezydent Erdoğan odwiedził Polskę. Co ciekawe w trakcie wizyty nie doszło do skutku spotkanie z ówczesną premier Beatą Szydło, a samej wizycie towarzyszyły protesty zorganizowane głównie przez środowiska obrońców praw człowieka. Ambiwalentną postawę polskich władz, w świetle nierealności przyjęcia Turcji do UE, należy ocenić jako kontrowersyjną jednak nieobciążoną wielkim ryzykiem politycznym.

Co więcej, taka postawa polskich polityków ukazuje Polskę jako kraj politycznie otwarty na muzułmańską Turcję, w przeciwieństwie do pozostałych państw UE, co pozwala niuansować polskie stanowisko wobec postulatów przyjmowania uchodźców i utrudnia tworzenie stereotypu kraju wrogiego wobec świata islamu. Największe ryzyko związane jest jednak z kwestiami wizerunkowymi – umieszczeniem Warszawy w jednym rzędzie z państwami, w których łamane są normy demokratyczne.

W relacjach Ankary z UE nie można z horyzontu tracić kontekstu gospodarczego. UE stanowi najważniejszy kierunek tureckiego eksportu (z udziałem 44,5%), a Turcja jest piątym partnerem handlowym Wspólnoty. Silne zależności ekonomiczne i położenie geograficzne Turcji (istotne z perspektywy transportu węglowodorów na Stary Kontynent) stanowią argumenty na rzecz współpracy, choć automatycznie nie muszą przełożyć się na niwę polityczną. Swoimi działaniami Turcja może bowiem doprowadzić do samoizolacji w ramach NATO, zwłaszcza jeśli nadal będzie wykorzystywać członkostwo do działań osłabiających siłę i spójność Sojuszu w Europie (np. poprzez blokowanie w ramach Partnerstwa dla Pokoju współpracy z krajami spoza NATO, w tym m.in. z Austrią).

Bez wątpienia Turcja zbliża się do punktu, w którym ilość napięć i nieporozumień może spowodować nieodwracalne zmiany w polityce międzynarodowej. Ankara, która swoją niezależność i podmiotowość próbuje budować w opozycji do krajów zachodnich, wykorzystuje w tym celu m.in. zbliżenie z Federacją Rosyjską. Scenariusz, w którym Ankara z roli pełnowymiarowego sojusznika staje się państwem wrogim wobec świata zachodniego, a do tego osadzonym w jego strukturach należy ocenić jednoznacznie negatywnie dla przyszłości Europy. Żeby uzmysłowić sobie potencjalne konsekwencje wystarczy przywołać porozumienie zawarte w marcu 2016 roku między Radą Europejską i Turcją ws. ograniczania fali uchodźców (w zamian za w sumie 6 mld Euro do końca 2018 roku). Niewywiązanie się Turcji z umowy oznaczałoby poważne problemy dla stabilności wewnętrznej państw Starego Kontynentu.


dr Błażej Sajduk
dr Błażej Sajduk
Ekspert CA KJ ds. edukacji i bezpieczeństwa narodowego, adiunkt w zakładzie Myśli Politycznej Instytutu Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych UJ
< Powrót do listy Komentarze