Karol Wałachowski

Budżet Obywatelski nie uzdrowi partycypacji społecznej

 

W sejmie toczą się prace nad poselskim projektem dotyczącym „zwiększenia udziału obywateli w procesie wybierania, funkcjonowania i kontrolowania niektórych organów publicznych”, które w przestrzeni medialnej funkcjonują jako zmiany w ordynacji wyborczej.  Jedną z ważnych propozycji posłów Prawa i Sprawiedliwości jest zmiana w funkcjonowaniu budżetów partycypacyjnych. Pomysłodawcy projektu chcą, aby największe polskie miasta miały obowiązek organizacji Budżetu Obywatelskiego.

Zmiany dotyczą trzech ustrojowych dla polskiego samorządu ustaw: gminnej, powiatowej i samorządowej. Twórcy projektu zaproponowali ogólne ramy tworzenia Budżetu Obywatelskiego (BO) w samorządzie, zostawiając duży luz decyzyjny co do procedury głosowania czy oceny zgłaszanych przez mieszkańców projektów. Nie wszystko pozostawiono jednak do decyzji samorządów – projekt zmian wprowadza próg wymaganej liczby podpisów do zgłoszenia projektu, która ma wynosić 0,1% mieszkańców oraz konieczność wprowadzenia (bez istotnych zmianach) do budżetów danych samorządów projektów, które wygrały głosowanie w BO.

Prawdziwa rewolucja ma zajść jednak w większych miastach. Zaproponowana przez posłów zmiana ustawy narzuca na jednostki samorządu terytorialnego zarządzające największymi miastami (miasta na prawach powiatu) obowiązek organizacji Budżetu Obywatelskiego, którego minimalna wysokość musi wynosić przynajmniej 0,5% wydatków ostatniego wykonania budżetu danego miasta. Według pomysłodawców zmiany mają na celu zwiększenie udziału współdecydowania obywateli o kształcie finansów samorządowych.

Kluczowe zmiany zaproponowane przez pomysłodawców projektu należy ocenić negatywnie. Zarówno konieczność wprowadzania obowiązku przeprowadzania BO, jak i narzucenie minimalnej wysokości, stoi w wyraźnej sprzeczności z prawem wspólnot samorządowych o samostanowieniu. Odgórne narzucenie miastom tego rozwiązania, bez indywidualnego wdrażania, może skutkować wypaczeniem instytucji i nieefektywnym, bezcelowym wydawaniem publicznych pieniędzy. Brak czasu dla miast na powolne wprowadzanie pilotaży i ewolucyjny rozwój mogą również zniechęcić mieszkańców do partycypacji społecznej i wywołać skutek przeciwny do zamierzonego. Budżet Obywatelski wymaga wielu działań promocyjnych i popularyzatorskich, inaczej przy niskiej frekwencji może przemienić się w plebiscyt na najgłośniejszą społecznie grupę, pomijając realne potrzeby mieszkańców.

Co więcej, centralistyczne tendencje wprowadzające przymus instytucji Budżetu Obywatelskiego to kolejna nieprzemyślna decyzja rządzących. W 2016 roku z 66 miast na prawach powiatu tylko 34 miasta zdecydowały się na budżety partycypacyjne. Narzucenie im obowiązku organizacji BO to pospieszne wprowadzenie tej instytucji, od razu w dużej skali, w niemal połowie miast. Duże wątpliwości budzi także konieczność minimalnej wysokości na poziomie 0,5% wykonania ostatniego budżetu miasta.  Dla wielu samorządów, już teraz organizujących BO, będzie to oznaczać znaczną podwyżkę przeznaczanej co roku kwoty (np. Warszawa z 51 do 73 mln zł, czy Kraków z 10,8 do 23,5 mln zł). Taka podwyżka jest o tyle nieuzasadniona, że Budżet Obywatelski wywołuje sporo wątpliwości tam, gdzie już funkcjonuje. Nadal samorządy mają do wykonania wiele pracy w związku z popularyzowaniem idei budżetu obywatelskiego. Co więcej, w wielu miastach niska frekwencja czy problemy z realizowaniem zwycięskich projektów zniechęcają mieszkańców do tej formy partycypacji i wywołują dyskusje o zmianie tej formy na inną.

Przykładem, że instytucja Budżetu Obywatelskiego nie jest remedium na problem z niską partycypacją społeczną jest Kraków, gdzie BO organizowany jest już od 4 lat. Pomimo coraz większych środków przeznaczanych na sam budżet oraz funduszy wydawanych na promocję (w 2017 roku na samą promocję przeznaczono 550 tysięcy złotych) frekwencja spada. W pierwszej edycji zagłosowało 7.5% uprawnionych do głosowania mieszkańców, w tym roku było to tylko 5%. Słabe wyniki wywołują w mieście dyskusję na temat zasadności organizacji BO. Instytucji nie pomagają problemy z realizacją projektów. Już od dwóch lat Krakowianie nie mogą doczekać się budowy zwycięskiego projektu z pierwszej edycji – toru wyścigowego na Rybitwach.

Mimo, że najważniejsza propozycja dotycząca Budżetu Obywatelskiego wydaje się niezbyt przemyślana i nieuzasadniona to warto pozytywnie wyróżnić próbę stworzenie ogólnych ram Budżetu Obywatelskiego. Maksymalna liczba podpisów pod projektami, równość i bezpośredniość głosowania oraz konieczność realizacji zwycięskich pomysłów bez istotnych zmian, może być cenną wskazówką dla samorządów, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z BO oraz pomoże im uniknąć rażących błędów na początku swej drogi. Niestety, narzucenie obowiązku organizacji Budżetu Obywatelskiego w największych polskich miastach i potencjalne kłopoty, które mogą z tego wyniknąć, grozi skompromitowaniem w oczach społeczeństwa tej formy partycypacji społecznej.


Karol Wałachowski
Karol Wałachowski
Współpracownik CA KJ ds. finansów publicznych, absolwent ekonomii na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie, Członek Klubu Jagiellońskiego
< Powrót do listy Komentarze