dr inż. Michał Domińczak

Urbanistyczny monopol nie uzdrowi planowania przestrzennego

 

Propozycja ustawy o architektach, inżynierach budownictwa i urbanistach przedstawiona kilka tygodni temu przez Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa (MIiB) wzbudza wiele emocji w środowiskach zainteresowanych problematyką planowania przestrzennego. O ile zasady wykonywania zawodu architekta i inżyniera budownictwa pozostaną właściwie bez większych zmian (z wyjątkiem dwustopniowych uprawnień dla architektów), to nowością jest przywrócenie regulacji w zawodzie urbanisty. Próba naprawy tej branży jest słuszna, jednak dla rzeczywistej poprawy jakości przestrzeni publicznej w Polsce konieczne są dużo głębsze i poważniejsze zmiany.

Propozycja przywrócenia regulacji w zawodzie urbanisty sugeruje, że ministerialni urzędnicy źródła problemów z zagospodarowaniem przestrzeni w Polsce upatrują właśnie w deregulacji tego zawodu, która nastąpiła przed trzema laty. Tymczasem należy pamiętać, że wszystkie opracowania planistyczne powstające w Polsce przed 2014 rokiem (w ciągu kilkunastu lat istnienia izb urbanistów) były wykonywane przez członków tych izb, czyli uprawnionych urbanistów.  W zamierzeniach ówczesnych prawodawców jakość ich pracy miał gwarantować samorząd zawodowy, co po latach okazało się fikcją – zarówno miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego, jak i w mniejszym stopniu studia uwarunkowań rozwoju przestrzennego gmin, w wielu przypadkach nie spełniają swojej podstawowej roli, utrzymując, a nawet tworząc, patologie urbanistyczne.

Efektem wprowadzenia samorządu zawodowego urbanistów w 2001 roku było całkowite oddanie planowania przestrzennego w ręce liczącej około 1300 osób kasty, w skład której weszli przede wszystkim „starzy wyjadacze” ukształtowani na modernistycznych dogmatach popularnych w okresie PRL, które deprecjonowały wartość urbanistyki tradycyjnej. Tymi dogmatami, wciąż pokutującymi w planowaniu przestrzennym, są przede wszystkim: przekonanie o nadrzędnej roli dyspozycji funkcjonalnych, dominacji komunikacji kołowej, afirmacja ekstensywnej wolnostojącej zabudowy oraz separacji funkcji.

Należy jednak pamiętać, że urbaniści działali w ramach systematycznie destruowanego systemu planowania przestrzennego. To raczej osoby odpowiedzialne za niszczenie tego spójnego, choć odziedziczonego po PRL systemu, w największym stopniu odpowiadają za obecny, fatalny stan przestrzeni w Polsce. Apogeum tej patologii przypada na lata 1997 – 2003. Najpierw ustawa o gospodarce nieruchomościami zlikwidowała konieczność dokonywania podziałów nieruchomości w oparciu o plany miejscowe, sześć lat później zdelegalizowano natomiast ponad 90% aktów planistycznych obowiązujących wtedy w Polsce, dając gminom niemal nieograniczone możliwości zabudowy.

Omawiana propozycja ustawy praktycznie z dnia na dzień tymczasowo pozbawi pracy setki, a możne nawet tysiące osób, które na mocy obecnej ustawy o planowaniu przestrzennym przygotowują projekty decyzji o warunkach zabudowy. W myśl projektu ustawy, po wejściu w życie kodeksu urbanistyczno-budowlanego, do przygotowywania projektów takich decyzji będą upoważnione wyłącznie osoby mające status urbanisty.

Między innymi z tego względu można odnieść wrażenie, że ustawa (a raczej związane z nią korekty innych ustaw określone w tzw. materiale informacyjnym stanowiącym załącznik do projektu) w pierwszej kolejności chroni interesy „zderegulowanej” niegdyś kasty urbanistycznej, zapewniając wszystkim posiadającym uprawnienia przed 2014 rokiem i aktywnym do tej pory urbanistom (również bez wykształcenia kierunkowego) monopol na projektowanie, przynajmniej przez pierwsze miesiące funkcjonowania nowych przepisów. Osoby takie będą bowiem automatycznie wpisane do rejestru urbanistów, bez konieczności zdawania jakiegokolwiek egzaminu. W tym czasie wszyscy architekci (członkowie izb architektów), a więc osoby również kształcone w dziedzinie urbanistyki, zostaną pozbawieni możliwości jakiejkolwiek pracy związanej z planowaniem przestrzennym. Sytuacja zacznie zmieniać się dopiero po tym jak pierwsi kandydaci na urbanistów przejdą pomyślnie proces egzaminacyjny przewidziany przez projekt ustawy. Tymczasem, jak już wspomniano na wstępie, znaczną część odpowiedzialności za fatalny stan przestrzeni polskich miast i wsi ponoszą właśnie działający w ciągu ostatnich 25 lat uprawnieni urbaniści, będący autorami wielu wadliwych opracowań planistycznych.

W związku z tym najciekawszą propozycję zawiera art. 131, ust. 2 pkt. 3 projektu ustawy, który nakłada na przyszłych urbanistów obowiązek „stałego doskonalenia kwalifikacji zawodowych, w szczególności przez uczestnictwo w co najmniej j 40 godzinach szkoleń specjalistycznych rocznie„. Jest to bardzo dobry pomysł, który należałoby rozciągnąć również na architektów oraz inżynierów budownictwa. Permanentne kształcenie zmusi do bieżącej obserwacji zmian w prawie i przepisach, zachęci do międzypokoleniowej wymiany wiedzy, a także ułatwi zapoznawanie się z nowymi trendami w planowaniu przestrzennym. Miejmy tylko nadzieję, że prawo do takich szkoleń (a zatem i zysków) nie będzie zarezerwowane wyłącznie dla Towarzystwa Urbanistów Polskich.

Dużo ważniejsze od prób monopolizacji zawodu urbanisty powinno być stworzenie sytemu nadzoru nad planowaniem przestrzennym w gminach. Należy stworzyć zarówno nadzór społeczny, jak również -być może nawet ważniejszy – nadzór państwa odpowiedzialnego przecież za dobro publiczne jakim jest krajobraz oraz przestrzeń naszych miast i wsi. Rolą wojewody (lub innego organu nadzorującego) nie powinno być tylko sprawdzenie dokumentów planistycznych pod kątem zgodności z literą prawa czy przepisami administracyjnymi. Dla dobra wspólnego winny być one weryfikowane również przez, niezależne od lokalnych układów oraz złożone niekoniecznie tylko z rejestrowanych urbanistów, zespoły fachowców.

Historia planowania przestrzennego w Polsce pokazuje, że jeżeli minister Adamczyk upatruje poprawy sytuacji wyłącznie poprzez ponowną regulację zawodu urbanisty może się rozczarować, bowiem problem jest dużo szerszy. Jednak mimo wszystko proponowana ustawa o architektach, inżynierach budownictwa i urbanistach, to krok w dobrym kierunku: wprowadza konieczność weryfikacji wiedzy i doświadczenia bez obowiązku przynależności do samorządu zawodowego oraz wymaga od urbanistów permanentnego podnoszenia kwalifikacji. Drobne wady takie, jak choćby nadmierna monopolizacja zawodu, w pierwszym okresie funkcjonowania ustawy, przez branżowy establishment, powinny zostać usunięte podczas procesu legislacyjnego.

Jednak dla rzeczywistej poprawy jakości dokumentów planistycznych, a więc poprawy jakości przestrzeni publicznej, konieczne są dużo głębsze i poważniejsze zmiany. Szczególnie ważna jest pilna potrzeba zmiany systemu planowania przestrzennego w Polsce oraz wprowadzenie w przyszłym kodeksie urbanistyczno-budowlanym elementu kontrolno-nadzorczego.  Krajobraz naszego kraju oraz przestrzeń naszych miast są zbyt ważne, aby całkowicie pozostawić ich los w rękach lokalnych układów politycznych i towarzyskich. A nawet w rękach uprawnionych urbanistów.


dr inż. Michał Domińczak
dr inż. Michał Domińczak
Ekspert CA KJ ds. gospodarki przestrzennej, architekt i historyk urbanistyki, członek Izby Architektów RP, Izby Inżynierów Budownictwa RP
< Powrót do listy Komentarze