Paweł Musiałek

Amerykański gaz szansą dla Polski. Nawet jeśli do nas nie trafi

 

Współpraca energetyczna była głównym przesłaniem, z którym do Warszawy przyjechał Donald Trump. Pierwsza dostawa amerykańskiego LNG do gazoportu w Świnoujściu potwierdza, że taka współpraca może się opłacać obu stronom. Nawet jeśli w najbliższych miesiącach, z uwagi na rynkowe uwarunkowania, nie zostaną podpisane wieloletnie kontrakty gazowe z amerykańskimi dostawcami, to w dłuższej perspektywie sytuacja może się zmienić. Niezależnie od tego czy surowiec trafi do Europy, wzrost eksportu amerykańskiego gazu będzie stanowił istotny bodziec do spadku cen na światowych rynkach, który odczują także polscy konsumenci.

Jednym z tematów omawianych przez Andrzej Dudę i Donalda Trumpa w czasie wizyty amerykańskiego prezydenta w Polsce była sprawa dostaw amerykańskiego gazu do Polski. Kwestia ta wybrzmiała także w samym wystąpieniu amerykańskiej głowy państwa na placu Krasińskich w Warszawie, kiedy zapewnił, że „Polska nie będzie już nigdy więcej zależna energetycznie”, co sugerowało klarowną perspektywę zacieśnienia współpracy w tym obszarze. Taka deklaracja nie jest jednak wystarczającą przesłanką by uznać, że już niedługo amerykański gaz zastąpi czy chociażby w znaczącym stopniu uzupełni dostawy z Rosji. Decyzja o tym, jaki wolumen surowca i po jakiej cenie będzie kupowany, zależy bowiem nie od polityków, ale firm. W przeciwieństwie do polskich, państwowych spółek energetycznych, w tym gazowych, ich amerykańskie odpowiedniki są podmiotami prywatnymi, a więc w bardzo ograniczony sposób poddają się naciskom administracji. Dlatego choć polityczny klimat dla współpracy handlowej nie jest bez znaczenia, to kluczowym czynnikiem decydującym o zawieraniu transakcji między przedsiębiorstwami będzie cena, a nie pochodzenie surowca.

Po otwarciu terminalu LNG w Świnoujściu częstym argumentem za oparciem dywersyfikacji dostaw gazu na imporcie LNG jest porównywanie cen gazu na amerykańskim i polskim rynku. Obecnie cena gazu w USA jest tańsza o około 80%. Należy jednak zauważyć, że aby te porównania były miarodajne, do ceny tej musimy doliczyć koszty skroplenia gazu, jego transportu i regazyfikacji w Polsce. To właśnie one powodują, że nawet przy obecnych różnicach cen, amerykański gaz nie jest konkurencyjny cenowo, nie licząc okresowych „promocji” spowodowanych chwilową nadwyżką surowca na międzynarodowym rynku LNG.

Ile zatem w normalnych, niepromocyjnych warunkach kosztowałby nas amerykański gaz? W strategii kluczowego amerykańskiego potentata eksportowego, firmy Cheniere Energy, która od lutego 2016 roku jako jedyna eksportuje gaz z USA, przyjęto jako standard cenę bazową wynoszącą 115% ceny indeksowanej w hubie Henry Hub, stanowiącej punkt odniesienia dla transakcji zawieranych na rynku amerykańskim. Obecnie cena ta wynosi około 3 USD/1MMBTU (1 mln British Thermal Unit – brytyjska jednostka ciepła), zatem Cheniere może sprzedać gaz za granicę za 3,45 USD za jednostkę. Dodatkowo, firma szacuje koszt skroplenia na 2,25 USD, a koszt transportu do Europy na około 1 USD. W rezultacie gaz, który dla przypomnienia w USA kosztuje 3 USD za jednostkę, zanim jeszcze trafi do polskiego terminala kosztuje już 6,7 USD. Po wliczeniu kosztu regazyfikacji w polskim terminalu LNG wynoszącym 9 zł/1 MWh (około 0,71 USD/1MMBTU), jego finalna cena wzrasta do poziomu prawie 7,5 USD. Dla porównania, obecnie cena gazu na Towarowej Giełdzie Energii w Polsce (TGE) wynosi ok. 70 zł/1 MWh, czyli ok. 5,45USD/1MMBTU. Oznacza to, że zanim amerykański gaz zostanie wpuszczony do polskiej sieci przesyłowej, jego cena będzie już dużo wyższa od ceny surowca, jaką PGNiG płaci Gazpromowi lub za którą można nabyć gaz na europejskich giełdach.

Dlatego z polskiej perspektywy ciekawsze jest dziś pytanie, czy amerykański gaz może w perspektywie długoterminowej stanowić zagrożenie dla pozycji Gazpromu?  Sceptycy wskazują, że nawet znaczące zwiększenie potencjału eksportowego LNG w Stanach Zjednoczonych i Australii niewiele zmieni ‒ koszt eksploatacji gazu niekonwencjonalnego (a takim jest gaz łupkowy) jest bowiem co do zasady wyższy od kosztu wydobycia gazu konwencjonalnego w Rosji, a do tego należy jeszcze doliczyć wyższe koszty transportu. W efekcie amerykańskie przedsiębiorstwa gazowe, w przeciwieństwie do Gazpromu, nie mają dużej „przestrzeni” do konkurencji cenowej. Dlatego nawet jeśli zaoferują one partnerom na Starym Kontynencie surowiec po cenach notowanych na giełdach europejskich, to dla obrony pozycji rynkowej Gazprom, aby utrzymać udział w rynku, może czasowo obniżyć marżę.

Taka kalkulacja pomija jednak dwa istotne czynniki. Po pierwsze, na rynku LNG cenowa elastyczność podaży i popytu jest bardzo niska. Dzieje się tak, ponieważ inwestycje w projekty zwiększające podaż gazu (np. odwierty, gazociągi, gazoporty) oraz zwiększające jego popyt (np. bloki gazowe, zakłady produkcyjne) mają charakter wieloletni. Ponadto, ze względu na uwarunkowanie technologiczne podmioty wydobywające gaz nie mogą sobie pozwolić na okresowe, istotne zmniejszenie wydobycia. W rezultacie nawet w sytuacji niskich cen gazu, przedsiębiorstwa handlujące surowcem będą wolały go sprzedać i otrzymać choćby częściowy zwrot za dokonane inwestycje. Dotyczyć to będzie wspomnianej już Cheniere Energy, która nie tylko sprzedaje gaz, ale także jest właścicielem terminala eksportowego w Sabine Pass w Zatoce Meksykańskiej.

Po drugie, wahania koniunktury gospodarczej czy czynniki losowe, takie jak choćby awaria elektrowni atomowej Fukushima w Japonii z 2011 roku, mogą istotnie wpływać na wielkość popytu w krótkim okresie, a tym samym skutkować znaczącymi zmianami cen surowca. Warto w tym miejscu podkreślić, że rynek europejski jest dla sprzedawców LNG jedynie rynkiem „bilansującym”. Trafiają tu wolumeny surowca niesprzedane na kluczowym dla gazu skroplonego rynku azjatyckim, gdzie ze względu na brak połączeń gazociągowych istnieje najwyższy popyt na gaz LNG. Warunki sprzedaży LNG oferowane europejskim odbiorcom są zatem pochodną ceny gazu notowanej w krajach azjatyckich, a ta zależy z kolei od popytu na surowiec przede wszystkim w Chinach, Indii, Korei, Japonii i Tajwanie. Mając na uwadze fakt, iż przyrost możliwości skraplania gazu w USA jest większy niż wzrost zapotrzebowania na LNG w Azji, eksporterzy LNG z USA mogą być zmuszeni do dostarczenia surowca do Europy, i to po bardzo atrakcyjnej cenie.

Podsumowując, z polskiej perspektywy korzystne jest zwiększenie eksportu amerykańskiego gazu, i to nawet wtedy, kiedy finalnie nie dotrze on do Europy. Większa podaż surowca na międzynarodowym rynku wymusza bowiem konkurencję i rodzi presję cenową na innych dostawców. To zaś stanowi wystarczający powód, aby uznać strategiczne znaczenie gazu z USA i zachęcać amerykańską administrację do znoszenia wszelkich barier regulacyjnych w prowadzeniu eksportu surowców.


Paweł Musiałek
Paweł Musiałek
Ekspert CA KJ ds. energetyki i spraw zagranicznych, członek zarządu Klubu Jagiellońskiego. Absolwent politologii i stosunków międzynarodowych na UJ.
< Powrót do listy Komentarze
 
  • KOMENTARZE
    • 09.10.2011 Warszawa Wybory Parlamentarne 2011 N/z mieszkancy stolicy oddaja glosy w lokalach wyborczych
fot. Andrzej Stawinski/REPORTER
      Tomasz Zakrzewski

      Partyjne listy wyborcze nie naprawią samorządów

       
      Zaprezentowany przez Prawo i Sprawiedliwość projekt nazywany potocznie zmianami w ordynacji wyborczej ma na celu zwiększenie udziału obywateli w funkcjonowaniu samorządów. Przedstawione propozycje, mimo, że w niektórych aspektach pozytywne, nie wnoszą nic rewolucyjnego. Niestety, proponowane zmiany w wyborze członków Państwowej Komisji Wyborczej grożą jej upolitycznieniem, a odejście od jednomandatowych okręgów wyborczych w gminach wywoła upartyjnienie lokalnych rad. Grupa posłów Prawa i Sprawiedliwości 10 listopada 2017...

      Read More

  • PUBLIKACJE
    • RAPORT: Rewolucja i równowaga. Założenia kompleksowej reformy wymiaru sprawiedliwości
      dr Jacek Sokołowski

      RAPORT: Rewolucja i równowaga. Założenia kompleksowej reformy wymiaru sprawiedliwości

       
      Realizacja społecznych funkcji sądownictwa w nowoczesnym państwie wymaga delegowania na sędziów niezbędnego zakresu władzy. Sądownictwo musi być autonomiczne wobec pozostałych struktur władzy państwowej właśnie dlatego, że w przeciwnym wypadku nie będzie w stanie zapewnić ani utrwalenia wzorców, ani kreacji nowych, ani też legitymizacji państwa jako całości. Trójpodział władzy nie jest abstrakcyjną wartością, lecz funkcjonalną zależnością, na której swój sukces rozwojowy oparły państwa Zachodu – pisze w...

      Read More

  • AKTUALNOŚCI