Wojciech Przybylski

Konsolidacja instytutów badawczych konieczna od zaraz

 

Ruszyły konsultacje publiczne projektu ustawy o powołaniu Narodowego Instytutu Technologicznego (NIT). W zamyśle Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego (MNiSW) nowy podmiot, wzorowany na niemieckim Towarzystwie Fraunhofera, ma przekształcić rozproszoną i podlegająca wielu resortom siatkę jednostek badawczych w dużo bardziej homogeniczną, a przez to efektywną strukturę.

Poza nielicznymi wyjątkami, instytuty badawcze w Polsce nie pełnią zauważalnej funkcji w gospodarce. Wbrew swojej misji nie są ogniwem w łańcuchu prac badawczo-rozwojowych (B+R) rodzimych firm. Dlatego utrzymywanie ich w obecnym stanie nie ma żadnego sensu. Tym bardziej, że ostatnia reforma instytutów z 2010 roku jedynie wzmocniła tendencje odśrodkowe. W rezultacie instytuty badawcze są często nazywane „udzielnymi księstwami” albo „ostatnimi reliktami poprzedniej epoki”, zaś dystans między nimi a uczelniami technicznymi nieustannie się pogłębia. Szkoda, bo przynajmniej w części instytutów drzemie duży potencjał kompetencyjny i infrastrukturalny. Nie warto jednak w niego inwestować, jeżeli jednostki te nie zaczną współpracować z przemysłem.

Odpowiedzią na wskazane słabości instytutów badawczych jest projekt ustawy przygotowany przez MNiSW, który zakłada powołanie nowej instytucji – Narodowego Instytutu Technologicznego. Zgodnie z założeniem ustawodawcy, NIT ma stanowić wspólny parasol oraz zaplecze organizacyjne instytutów badawczych, umożliwiające uzyskanie efektu synergii w obszarach wspólnych dla wszystkich instytutów: zakupach, rozliczeniach, obsłudze prawnej czy ochronie praw własności intelektualnej. Zmiana ta powinna dać realne oszczędności, pozwalające pokryć przynajmniej część kosztów reformy. Jednocześnie NIT ma odgrywać rolę „interfejsu” do kontaktu i współpracy z prywatnym biznesem, choć z jednoznaczną oceną takiego rozwiązania należy się wstrzymać do czasu jej weryfikacji przez rzeczywistość.

Organami NIT mają być powoływany przez ministra Zarząd oraz skupiająca przedstawicieli kilku resortów Rada. Przedstawiciele świata biznesu mają być z kolei reprezentowani w 15-osobowym Kolegium Doradców, przy czym funkcja tego gremium zgodnie z nazwą nie będzie decyzyjna. Rozwiązanie to budzi poważną wątpliwość. Wydaje się, że przedstawiciele przedsiębiorców czy ich stowarzyszeń powinni być zakorzenieni w organie decyzyjnym i mieć realny wpływ na kierunek, w którym będzie podążał NIT.

Ponadto w ustawie, na wzór Towarzystwa Fraunhofera, przewidziano utworzenie poziomu pośredniego pomiędzy pojedynczymi instytutami a samym NIT. Chodzi o tzw. Centra Kompetencji. Ich zadaniem ma być grupowanie instytutów o podobnym lub komplementarnym zakresie działania. Pomysł ten należy uznać za słuszny. Wymaga on jednak doprecyzowania w zakresie kompetencji Centrów, choć niekoniecznie w samej ustawie – lepszym miejscem może się okazać mający dopiero powstać statut NIT.

Ciekawym pomysłem jest również sam model wdrażania ustawy, a dokładnie sekwencyjne obejmowanie nią kolejnych instytutów badawczych. Grupa bazowa, która wejdzie do NIT od 1 stycznia 2018 roku, składa się z 35 jednostek podległych obecnie Ministerstwu Rozwoju (MR). Z zapowiedzi MNiSW wynika, że do NIT w pierwszym etapie zostanie również włączone wrocławskie EIT+, przejęte niedawno od władz miasta. W przypadku rozbudowy NIT o kolejne instytuty, projekt ustawy przewiduje system bodźców zachęcających do włączenia się w nową strukturę. „Kijem” ma być systematyczne zmniejszanie obecnej dotacji dla instytutów pozostających poza NIT, a „marchewką” – przekazywanie zaoszczędzonych w ten sposób środków na te podmioty, które zdecydują się wejść w skład NIT.

Samo to rozwiązanie należy ocenić pozytywnie, wątpliwości budzi jednak skala selekcji jednostek: 35 instytutów to 1/3 obecnej puli (a przy wyłączeniu instytutów związanych z obronnością i zdrowiem nawet więcej), zatem trudno tu mówić o pilotażu. Równocześnie resortowy klucz dobrania pierwszej grupy nie ma charakteru jakościowego. W efekcie NIT nie będzie elitarnym klubem, do którego będą chciały dołączyć najlepsze instytuty podległe innym resortom. Można bowiem założyć, że wśród wybranych w pierwszej kolejności 35 instytutów znajdują się także jednostki, które lepiej byłoby zamknąć lub wcielić do innych.

Szkoda też, że w ustawie nie pojawił się jasny mechanizm uzależniający wysokość publicznej dotacji od przychodów osiąganych przez NIT z tytułu sprzedaży usług lub wyników B+R. Co ciekawe, w Ocenie Skutków Regulacji (OSR) projektu ustawy można znaleźć wzmiankę, że docelowo co najmniej 20% budżetów jednostek powinno pochodzić ze sprzedaży i współpracy z biznesem. Skoro głównym problemem części instytutów jest fakt, że w ogóle nie pracują dla przemysłu, to po ustawie można było oczekiwać bardziej konkretnej propozycji w tym zakresie. Sama zmiana struktury oraz częściowo kadry zarządzającej bowiem nie wystarczy. Można mieć nadzieję, że takie rozwiązanie wprowadzi już sam NIT wobec podległych mu instytutów. Wydaje się jednak, że również NIT jako instytucja parasolowa powinien dostać tego rodzaju bodziec motywujący go do działania.

Niezależnie od wskazanych powyżej zalet i wad, analiza projektu ustawy o NIT skłania do postawienia czterech ważnych pytań, na które należy odpowiedzieć jeszcze zanim projekt trafi do Sejmu. Po pierwsze, co stanie się z instytutami, które nie wejdą teraz lub w perspektywie paru lat do NIT? Czy zasadne jest założenie, że dopóki ministerstwa, którym podlegają poszczególne instytuty, będą chciały je finansować, powinny to móc dalej robić? Po drugie, czy nawet jeśli ponad połowa instytutów działa w Warszawie, siedzibą kolejnej instytucji centralnej musi być stolica? Dlaczego biuro NIT w tej części, w której ma być Centrum Usług Wspólnych dla instytutów, nie mogłoby być zlokalizowane w innym mieście?

Po trzecie, i to pytanie absolutnie fundamentalne, czy ustawa w wystarczająco jednoznaczny i czytelny sposób określa cele działania NIT, a zatem i kryteria oceny osób zarządzających nową instytucją? Zasadniczym problemem większości instytutów jest dzisiaj to, że zamiast wdrożeniami i umowami z biznesem zajmują się one nauką oraz grantami. Ustawa co prawda zmienia miejsce badań naukowych w strategii NIT, ale czyni to niekonsekwentnie i zbyt delikatnie. Badania naukowe pozostały bowiem wśród głównych celów działania nowej instytucji, a ewaluacja jej działań w pierwszym punkcie dotyczy właśnie „adekwatności działań podejmowanych przez NIT na rzecz realizacji celów wynikających ze strategii rozwoju i Krajowego Programu Badań”. Co więcej, projekt ustawy z nazwy wymienia jedynie jednego z pięciu wiceprezesów – od spraw… badawczych. W mojej opinii powinno się wzmocnić  wiceprezesa ds. komercjalizacji albo współpracy z przemysłem. Jednym obszarem, w którym  instytuty tracą funkcję podmiotów badawczych, są uprawnienia do nadawania stopni doktora i doktora habilitowanego. Równocześnie jednak zadbano o ciągłość i pozostawienie relacji osobowej między NIT a uczelniami. Z jednej strony to dobrze, biorąc pod uwagę choćby kwestie rekrutacji młodych kadr, ale z drugiej strony NIT nie dostał wprost wyraźnego zakazu prowadzenia badań naukowych, co w moim przekonaniu powinno nastąpić. Inaczej trudno będzie „zmusić” poszczególne instytuty do współpracy z biznesem.

Po czwarte wreszcie należy spytać, czy minister właściwy ds. nauki jest właściwym organem kontrolnym? Szczególnie, że w pierwszej puli do NIT trafić mają wyłącznie jednostki nadzorowane obecne przez MR. Należy docenić, że podmiotem wiodącym w komisjach mających ocenić stan majątkowy oraz organizacyjno-prawny włączanych instytutów jest minister ds. gospodarki, ale czy NIT nie powinien od początku podlegać mu w całości?

Podsumowując, mimo przedstawionych wątpliwości, projekt ustawy należy ocenić pozytywnie. Jeszcze większe uznanie należy się jego twórcom za odwagę podjęcia się tego niełatwego tematu, omijanego do tej pory szerokim łukiem przez większość ekip rządowych. Kilka zapisów wymaga co prawda głębokiego namysłu, ale zmiany są możliwe do wprowadzenia bez zmiany kręgosłupa ustawy. Warto podkreślić, że proces wprowadzania ustawy w życie nie będzie łatwy. Mówimy tu bowiem o integracji kilkudziesięciu działających jednostek, mających swoją osobowość prawną, dziesiątki lub setki tysięcy zawartych umów, toczące się projekty, granty etc. Warto życzyć nowemu zarządowi NIT, aby na początku nie ugrzązł w bieżących sprawach formalnych. Zwłaszcza, że wyzwania stojące przez NIT mają dla Polski strategiczny charakter. Bardzo dobrze, że wreszcie ktoś jest gotów się ich podjąć z otwartą przyłbicą. Nawet jeśli budzi to opór części środowisk, którym obecnie jest ciepło i bezpiecznie w instytutach, które mają wejść w skład NIT.


Wojciech Przybylski
Wojciech Przybylski
Ekspert CA KJ ds. innowacyjności, socjolog, ma 10 lat doświadczenia w zakresie planowania, ewaluacji i implementacji polityk publicznych, szczególnie w obszarach rozwoju regionalnego oraz innowacji
< Powrót do listy Komentarze