prof. Maciej Michał Münnich

Syryjskie karty w rękach Rosji, Turcji i Iranu

 

W ubiegłym tygodniu (23–24 stycznia) w stolicy Kazachstanu miały miejsce rozmowy poświęcone konfliktowi syryjskiemu, zorganizowane przez Rosję, Turcję oraz Iran. Wobec fiaska dotychczasowych negocjacji organizowanych przez ONZ w Genewie część obserwatorów wyrażała nadzieję na przełom dzięki innemu formatowi astańskiej konferencji. Dodatkowo 27 stycznia w Moskwie odbyły się rozmowy z organizacjami opozycyjnymi wobec reżimu Assada. Niestety pozytywny efekt tych rozmów jest wątpliwy ze względu na brak niektórych ważnych „aktorów” konfliktu. Z pewnością jednak podkreślają one kluczową rolę Rosji w regionie.

Ubiegłotygodniowe rozmowy w Astanie poświęcone rozwiązaniu konfliktu w Syrii miały być próbą wyjścia z politycznego impasu. Dotychczasowe negocjacje, prowadzone pod auspicjami ONZ, nie przyniosły bowiem spodziewanych rezultatów. W przeciwieństwie jednak do genewskich rozmów organizatorami spotkania w Astanie były Rosja, Iran i Turcja, czyli strony konfliktu. Co prawda do rozmów zaproszono specjalnego wysłannika ONZ do Syrii Staffana de Misturę, jednak jasnym było, że jest to jedynie niewiele znaczący gest. W stolicy Kazachstanu zabrakło także przedstawicieli Zachodu, z USA na czele ‒ choć ambasador USA został zaproszony na salę obrad, ale jedynie jako obserwator bez prawa głosu. Ponadto w Astanie nie było przedstawicieli Arabii Saudyjskiej, lub szerzej Rady Współpracy Zatoki Perskiej, czy w ogóle świata arabskiego. To wskazuje, że dla „wielkiej trójki” organizatorów astańskiego spotkania kraje arabskie są raczej przedmiotem rozgrywki politycznej aniżeli jej podmiotem.

Nieobecna była też znaczna część ugrupowań antyreżimowych. Organizatorzy spotkania z góry wykluczyli bowiem spośród uczestników te organizacje, które uznawane są przez nich za terrorystyczne. Zaliczono do nich nie tylko Państwo Islamskie, ale także Front Podboju Lewantu (Dżabhat Fatah al-Szam), który obecnie toczy walki z innymi organizacjami rebelianckimi w opanowanej przez antyreżimowe siły prowincji Idlib. Warto dodać, że Turcy wymogli brak zaproszenia dla sił kurdyjskich z Syrii (YPG). Na rozmowach nie pojawili się także przedstawiciele islamistycznego, choć nie tak skrajnego, ugrupowania Ahrar asz-Szam, którzy nie zdecydowali się skorzystać z zaproszenia. W rezultacie w Astanie zabrakło czterech najsilniejszych, poza siłami rządowymi, ugrupowań zbrojnych walczących w Syrii. Taka sytuacja z góry przesądzała, że efektem rozmów nie może być realny pokój.

Kto zatem uczestniczył w rozmowach w Astanie? W konferencji udział wzięła delegacja prezydenta Baszara al-Asada, kierowana przez Baszara al-Dżaafariego, oraz ugrupowania antyreżimowe, wśród których najsilniejszą pozycją dysponowała Armia Islamu (Dżajsz al-Islam). Warto podkreślić, że jej przedstawiciel Mohammad al-Allusz kierował rozmowami ze strony rebeliantów. Pozostałe ugrupowania reprezentowane w Astanie to poszczególne frakcje Wolnej Armii Syrii, przede wszystkim z prowincji Idlib oraz z południa kraju. Trzeba jednak pamiętać, że WAS nie tworzy jednolitej struktury i w praktyce każdy z oddziałów reprezentuje wyłącznie siebie.

Nawet pomimo tak istotnego ograniczenia liczby uczestników spotkania rozmowy rozpoczęły się od długiego sporu, kto ma zabrać głos jako pierwszy. Warto podkreślić, że uczestnikom nie udało się zasiąść do wspólnego stołu ‒ pierwszego dnia obie strony siedziały w przeciwstawnych końcach sali i rozmawiały przez pośredników, a drugiego dnia nie zasiadły nawet w jednym pomieszczeniu. Ta sytuacja dobitnie pokazuje, że obecnie nie ma większych szans na zakończenie walk w Syrii w oparciu o wewnętrzne porozumienie.

Dlatego o wiele ważniejsze były rozmowy toczone przez Rosję, Iran i Turcję. Państwa te jeszcze przed oficjalnym zakończeniem obrad ogłosiły uzgodnione oświadczenie, które zawiera jednak bardzo niewiele konkretów, mogących istotnie zmienić sytuację w Syrii. Jedynym konkretnym ustaleniem jest powołanie do życia „trójstronnego mechanizmu w celu obserwacji i zapewnienia pełnego wprowadzenia rozejmu”, choć wciąż nie wiadomo, jak taki mechanizm miałby wyglądać. Można się zatem spodziewać, że walki w Syrii będą trwały nadal i to nie tylko na froncie ze skrajnymi islamistami, ale także z innymi ugrupowaniami rebelianckimi.

Podczas rozmów Rosja przedstawiła najważniejsze założenia nowej konstytucji Syrii, które mają uwzględniać postulaty zarówno strony rządowej, jak i opozycyjnej, a także „interesy państw regionu”. Ponieważ w Astanie rozmawiano z przedstawicielami ugrupowań zbrojnych, dążąc do przedłużenia rozejmu, więc propozycje polityczne zeszły na plan dalszy. Były one omawiane na kolejnym spotkaniu w Moskwie 27 stycznia, gdzie Rosja zaprosiła niewielką grupę „koncesjonowanej opozycji” oraz przedstawicieli Kurdów. Wspierany przez Arabię Saudyjską Wysoki Komitet Negocjacyjny oraz popierana przez Turcję Narodowa Koalicja Syryjskich Sił Rewolucyjnych i Opozycyjnych odmówiły udziału w spotkaniu. Najważniejsze założenia proponowanej konstytucji są następujące:
• Zmiana nazwy państwa, zamiast „Syryjska Republika Arabska” – „Republika Syrii”.
• Znika dotychczasowe stwierdzenie, że „Szaria jest źródłem prawa”.
• Prawa i wolności wszystkich obywateli mają być respektowane. Przy zachowaniu jedności narodowej państwo ma zapewniać kulturową różnorodność społeczeństwa.
• Prezydent nie musi już być muzułmaninem. Jego kadencja ma wynosić 7 lat, bez możliwości reelekcji.
• Prezydent pozostaje głównodowodzącym armii, jednak mobilizację może ogłosić wyłącznie po akceptacji ze strony „Zgromadzenia Regionów”.
• Prezesów Najwyższego Sądu Konstytucyjnego oraz Syryjskiego Banku Narodowego powołuje parlament (Zgromadzenie Ludowe), a nie prezydent. Parlament ma także prawo do złożenia prezydenta z urzędu.
• Jakiekolwiek zmiany granic są możliwe wyłącznie na podstawie powszechnego referendum.
• Językiem oficjalnym jest arabski, jednak każdy region może dodać własny język. Przewidziana jest autonomia regionów kurdyjskich.
• Nominacje na stanowiska wicepremiera i ministrów mają proporcjonalnie odzwierciedlać różnorodność etniczną i religijną społeczeństwa.

Jakie są zatem skutki rozmów? Prezydent Asad dzięki zewnętrznemu wsparciu będzie starał się pogłębić swoją militarną przewagę uzyskaną po zajęciu całego Aleppo. Będzie także występował jako ten, który nieustannie prowadzi rozmowy z opozycją i szuka pokojowego rozwiązania. Turcja z kolei będzie starała się ochronić część rebeliantów, szczególnie Turkmenów, jednak nie za wszelką cenę. Najważniejsze dla niej będzie osłabienie Kurdów syryjskich, nawet jeśli w zamian za to będzie musiała przełknąć pozostanie Asada u władzy. Propozycje autonomii kurdyjskiej w Syrii będą dla Turcji trudne do zaakceptowania. Dla Iranu zeszłotygodniowe rozmowy oznaczają utrwalenie swoich wpływów w Damaszku i wzmocnienie pozycji na arenie międzynarodowej, głownie kosztem Saudów. Z kolei Rosja jawi się jako realny lider światowy, atrakcyjny dla świata arabskiego. Narzędziem do osiągnięcia takiego celu jest dalszy udział rosyjskich sił zbrojnych w konflikcie syryjskim oraz organizacja rozmów podobnych do tych z Astany i Moskwy, nawet jeśli nie przynoszą one rozwiązania konfliktu. Ponadto Rosja, dzięki promowaniu autonomii kurdyjskiej w Syrii, wyrasta na głównego orędownika sprawy Kurdów, zastępując w tej roli USA.


prof. Maciej Michał Münnich
prof. Maciej Michał Münnich
Współpracownik CA KJ, ekspert ds. Bliskiego Wschodu
< Powrót do listy Komentarze