prof. Maciej Michał Münnich

Zdobycie Aleppo otwiera nowy rozdział na Bliskim Wschodzie

 

Ostatni rebelianci właśnie opuszczają Aleppo, zostawiając miasto w rękach wojsk prezydenta Assada i wspomagających go szyickich milicji, sponsorowanych przez Iran, oraz sił rosyjskich. Niezależnie od czasu trwania ewakuacji sił rebelianckich z miasta  Assad odniósł bardzo poważne zwycięstwo, które prawdopodobnie przesądza o wyniku wojny i wskazuje na zmianę układu sił w regionie.

Szacuje się, że w walkach w Aleppo zaangażowane było około 25 tys. żołnierzy i milicji prorządowych. Uwolnienie takiej liczby doświadczonych w walkach wojsk i skierowanie ich na inne tereny może okazać się kluczowe dla dalszych starć. Celem ewentualnego natarcia sił Assada może być odbicie Palmyry, przejętej ostatnio przez ISIS, i w dalszej kolejności odblokowanie kontrolowanego przez dżihadystów od 2014 roku Deir ez-Zor, położonego dalej na wschód, nad Eufratem. Ruch taki dałby Assadowi zarówno sukces wizerunkowy, jak i zapewne militarny, zwłaszcza wobec osłabienia sił kalifatu, czego przejawem są klęski ponoszone na innych frontach (Mosul, Al-Bab, Rakka). Na taki plan zdaje się wskazywać zapowiedź przerzucenia pod Palmyrę tzw. Tiger Forces, jednego z najbardziej doświadczonych oddziałów syryjskiej armii.

Należy jednak brać pod uwagę także inny scenariusz, zgodnie z którym armia Assada ruszy przeciw Wschodniej Ghucie, ostatniemu dużemu skupisku rebeliantów w okolicach Damaszku, gdzie najważniejszą siłą jest powiązana z Arabią Saudyjską Dżajsz al-Islam. Trzecią możliwością jest atak z samego Aleppo na zachód w kierunku obleganych od ponad roku szyickich enklaw Kafraja i Fua, których odblokowanie jest jednym z głównych celów Iranu. Atak w tym kierunku, szczególnie jeśli udałoby się go powiązać z atakiem od południa na Dżisr al-Szugur, mógłby zagrozić Idlib, największemu miastu będącemu pod kontrolą rebeliantów. Najważniejszymi przeciwnikami Assada na tym obszarze są Dżabhat Fatah al-Szam (dawna Al-Nusra, lokalny odłam Al-Kaidy) oraz powiązany z Turcją Ahrar asz-Szam. Obie te organizacje mają charakter islamistyczny, choć druga z nich postrzegana jest jako bardziej umiarkowana. Ze względu na to, że są to dwa najsilniejsze ugrupowania rebelianckie w Syrii, zwycięstwo nad nimi mogłoby w praktyce zakończyć wojnę, przynajmniej w tej części kraju.

Dowodem na stopień złożoności konfliktu jest jednak fakt, że armia Assada może wybrać jeszcze dwa inne, choć zdecydowanie mniej prawdopodobne, warianty. Pierwszym z nich jest atak na południe w kierunku granicy z Jordanią, gdzie główną siłą jest tzw. Front Południowy, czyli konglomerat bardzo różnorodnych oddziałów Wolnej Armii Syryjskiej. WAS jest najbardziej umiarkowaną stroną konfliktu, w przeciwieństwie do wymienionych wcześniej grup islamistycznych, i z tego powodu bardziej opłaca się rozwiązanie dyplomatyczne, zwłaszcza jeśli Assad w coraz bardziej widoczny sposób będzie dominował na innych frontach. Z kolei na północy siły rządowe mogłyby zaatakować znajdujące się pod kontrolą ISIS Al-Bab. Problem w tym, że taka operacja groziłaby potencjalnym konfliktem ze wspieranymi przez Turcję rebeliantami, prowadzącymi operację „Tarcza Eufratu”, a przez to z samą Ankarą. Dlatego wygodniejszym rozwiązaniem jest podtrzymywanie na tym terenie stanu konfliktu kurdyjsko-tureckiego.

Co jednak najistotniejsze, wszystkie wspomniane operacje wydają się łatwiejsze niż zdobycie Aleppo, a wojna powoli zmierza ku końcowi. Pojawia się zatem pytanie, jakie będą polityczne konsekwencje zwycięstwa prezydenta Assada zarówno dla regionu, jak i dla świata. Głównym wygranym konfliktu jest Iran, który wzmocni swą pozycję w regionie kosztem głównego regionalnego konkurenta, jakim jest Arabia Saudyjska. Umocnienie „szyickiej osi” od Iranu poprzez Irak, Syrię aż po Liban oraz jednoczesne zdjęcie sankcji gospodarczych z Teheranu sprawia, że kraj Persów staje się kluczowy dla całego regionu.

Drugim zwycięzcą wojny jest Turcja, która wprawdzie nie uzyskała strategicznego celu w postaci obalenia Assada i wprowadzenia w Syrii zależnego od Ankary rządu, ale doprowadziła do usankcjonowania swojej pozycji jako regionalnego mocarstwa. Potwierdzeniem tego jest zajęcie fragmentu północnej Syrii (formalnie w ramach operacji przeciwko ISIS) i uniemożliwienie syryjskim Kurdom kontrolowania niemal całej granicy syryjsko-tureckiej. Zwycięstwo to ma jednak swoją cenę, którą jest zaognienie konfliktu wewnętrznego w Turcji oraz zwiększenie niestabilności w regionie, czego przejawem jest poniedziałkowy zamach na rosyjskiego ambasadora w Ankarze.

Trzecim wygranym jest Rosja, i to z dwóch powodów. Po pierwsze, podbudowane zostanie  przekonanie elit rosyjskich o ich globalnym znaczeniu ‒ warto w tym kontekście zauważyć, że wtorkowe spotkanie szefów MSZ Rosji, Turcji i Iranu, czyli rzeczywistych zwycięzców wojny w Syrii, odbyło się bez udziału jakiegokolwiek państwa Zachodu. Po drugie, nie można zapominać, że zaangażowanie w operację syryjską zwiększyło doświadczenie bojowe sił rosyjskich ‒ wojna w Syrii jest bowiem traktowana przez siły zbrojne Federacji Rosyjskiej jako poligon dający możliwość bojowego przetestowania nowych rodzajów uzbrojenia (np. rakiet Kalibr). Ponadto zwycięstwo Assada zapewni Rosji na długie lata dostęp do bazy powietrznej i morskiej nad Morzem Śródziemnym, co w razie ewentualnego konfliktu będzie skutkować rozproszeniem sił NATO. Nie będzie bowiem można traktować akwenu Morza Śródziemnego jako „jeziora wewnętrznego” NATO i dla ochrony szlaków komunikacyjnych (przede wszystkim Kanału Sueskiego i cieśnin czarnomorskich) będzie musiał być tam skierowany przynajmniej jeden zespół lotniskowcowy, ograniczając tym samym zdolności reagowania na innych akwenach.

Z kolei najważniejszym przegranym konfliktu, obok Arabii Saudyjskiej, będą Stany Zjednoczone. Dotychczasowa niekonsekwentna polityka prezydenta Obamy ukazywała USA jako państwo słabe, z którym w rzeczywistości nie trzeba się liczyć. Co prawda zmiana na fotelu prezydenta może skutkować także zmianą polityki w stosunku do Syrii (np. wzmocnienie działań przeciwko ISIS) i poprawą nadwątlonej pozycji USA, jednak ceną za to będzie zaakceptowanie stałych wpływów rosyjskich na Bliskim Wschodzie.

Jak powinniśmy postrzegać te zmiany z polskiej perspektywy? Wzmocnienie Teheranu nie jest szczególnie niepokojące. Iran jest dla nas potencjalnym źródłem węglowodorów oraz odbiorcą naszych technologii. Osłabienie Arabii Saudyjskiej także nie powinno stanowić dla nas problemu, ponieważ nie jesteśmy w żaden sposób powiązani politycznie ani z Arabią Saudyjską, ani z innymi arabskimi państwami Zatoki Perskiej. Można nawet przypuszczać, że wzmocnienie Iranu i jego rozwój, szczególnie w zakresie eksportu węglowodorów, będzie dla Polski korzystne, ponieważ będzie zapobiegało wzrastaniu ich ceny. Zdecydowanie mniej korzystnym skutkiem zwycięstwa Assada będzie natomiast wzmocnienie Rosji i osłabienie roli USA w regionie. Ten ostatni element jest tym poważniejszy, że Turcja, jedyny bliskowschodni członek NATO, w wyniku zmian wewnętrznych prowadzi politykę, która osłabia potencjał Sojuszu.

 


prof. Maciej Michał Münnich
prof. Maciej Michał Münnich
Współpracownik CA KJ, ekspert ds. Bliskiego Wschodu
< Powrót do listy Komentarze