Dawid Salamądry

Europejskie nadzieje polskiego węgla

 

Wobec problemów z wprowadzeniem akcyzy na importowany węgiel Ministerstwo Energii podjęło prace nad wprowadzeniem nowej opłaty, która miałaby powstrzymać zalew krajowego rynku przez surowiec ze Stanów Zjednoczonych, Australii, Kolumbii i przede wszystkim Rosji. Argumentem przemawiającym za takim rozwiązaniem jest niesprawiedliwe traktowanie podmiotów wydobywających węgiel w krajach, które muszą przestrzegać europejskiej polityki klimatycznej. Niestety resort energii wybrał zarówno niewłaściwego przeciwnika, jak i pole walki. O wiele lepsze skutki mogłoby bowiem przynieść wprowadzenie określonych regulacji na poziomie europejskim.

Polska stała się importerem węgla netto już w 2008 roku, ale walka z importowanym węglem zaczęła się całkiem niedawno, ponieważ w latach względnej prosperity (2008‒2013) niewiele podmiotów było zainteresowanych wprowadzaniem zmian w jako tako działającym systemie. Jednak kiedy zaczął się kryzys w górnictwie, zarówno śląscy przedstawiciele strony społecznej, jak i część rządzących doszukiwali się przyczyn problemów polskich kopalni w imporcie węgla z Rosji. Stąd jeszcze za rządów PO i PSL zaproponowano wprowadzenie specjalnej akcyzy na importowany węgiel.

Niestety próba zdefiniowania, jaki węgiel ma podlegać dodatkowej opłacie, niespecjalnie się udała. Wobec braku możliwości zastosowania metody pochodzenia przyjęto bowiem kryterium jakościowe, a w całym zgiełku medialnym wokół tego tematu umknęła informacja, że węgiel rosyjski cechuje się wyższą jakością od tego fedrowanego na Śląsku czy tym bardziej w Lubelskim Zagłębiu Węglowym. Co więcej, źle zdefiniowany został wróg, ponieważ import węgla do Polski rzadko miał charakter cenowy (w ostatecznym rozrachunku polski węgiel wychodził wielu odbiorcom taniej niż rosyjski), a już na pewno nie miał charakteru ilościowego, bo krajowe górnictwo zawsze było w stanie zapewnić odpowiednią ilość surowca. Sprowadzanie węgla miało bowiem przede wszystkim sens w odniesieniu do parametrów jakościowych, którym nie była w stanie sprostać rodzima produkcja.

Niewłaściwe określenie przeciwnika to jednak nie jedyny błąd osób odpowiedzialnych za politykę dotyczącą węgla kamiennego. Według wstępnych projektów resort chce nałożyć na importowany węgiel (a może i inne nośniki energii) specjalną opłatę, która będzie niwelowała koszty, jakie ponosi polska gospodarka z uwagi na politykę klimatyczną. W ten sposób ministerstwo planuje zmniejszyć import węgla spoza UE do kraju o ok. 10%. Problem w tym, że skądinąd słuszne wykorzystanie argumentacji o charakterze środowiskowym może pozostać bez echa na arenie UE, która sama rocznie importuje z krajów niestosujących się do europejskiej polityki klimatycznej aż ok. 180 mln ton węgla. Z tego powodu Komisja Europejska, która posiada wyłączne kompetencje w zakresie polityki handlowej, może nie tylko zignorować nowe polskie prawo, ale nawet je zablokować jako niezgodne z prawem wspólnotowym.

Można jednak podjąć próbę wdrożenia podobnego rozwiązania na poziomie europejskim. Pierwszą instytucją, która w celu ograniczenia importu węgla spoza UE powoływała się na politykę klimatyczną, była Górnicza Izba Przemysłowo-Handlowa (GIPH). W 2013 roku zamówiła ona raport na temat możliwości i spodziewanego efektu wprowadzenia tzw. „preferencyjnych alokacji” (PA). Cała koncepcja opierała się na wprowadzeniu dodatkowego przydziału darmowych emisji CO2 dla zakładów przemysłowych zużywających węgiel z krajów przestrzegających polityki klimatycznej, tj. państw UE i EFTA, Australii, Nowej Zelandii, Kazachstanu i Korei Południowej. W praktyce rozwiązanie takie oznaczało faworyzowanie węgla z Australii, która w 2015 roku zajęła czwarte miejsce pod względem wielkości zaimportowanego do Unii Europejskiej wolumenu węgla (udział w rynku na poziomie 11,5%).

Pomysł GIPH nie spotkał się jednak z zainteresowaniem, kiedy branża tkwiła jeszcze w  przeświadczeniu, że jest dobrze. Izba poruszyła problem powtórnie wiosną ubiegłego roku, kiedy polskie kopalnie borykały się już ze sporymi problemami, ale temat znów nie został podjęty przez żaden ośrodek. Co więcej, niewiele później prezes GIPH Janusz Olszowski został wybrany wiceprzewodniczącym EURACOAL, czyli największej węglowej instytucji lobbingowej w UE, gdzie próbował raz jeszcze odświeżyć zagadnienie PA. Ale i tym razem bez powodzenia.

A szkoda. I nie chodzi wyłącznie o ograniczeniu importu z Rosji. Choć największym beneficjentem opisywanego rozwiązania byłaby Australia, to drugim państwem, które zyskałoby najwięcej dzięki wprowadzeniu PA, jest Polska, największy producent węgla kamiennego w Unii Europejskiej, która dzięki wprowadzonemu rozwiązaniu miałby szansę na znaczne zwiększenie swojego eksportu do Europy (czy raczej „wywozu”, bo tak w terminologii europejskich aktów prawnych nazywa się eksport pomiędzy krajami UE).

Głównym argumentem, który Polska powinna przedstawić na forum europejskim, jest zjawisko tzw. carbon leakage, czyli ucieczki emisji CO2 do krajów nieprzestrzegających polityki klimatycznej, oraz wynikający z tego tytułu tzw. dumping ekologiczny, który co istotne wykracza szeroko poza produkcję energii z węgla. Przykładowo cement produkowany w Bangladeszu z pominięciem jakichkolwiek norm środowiskowych, który później dzięki niższej cenie wytworzenia znajduje odbiorców na europejskim rynku, w procesie produkcji niszczy środowisko bardziej, niż gdyby był produkowany we Francji lub Polsce. W tym kontekście warto wykorzystać jeszcze argument w postaci problemu emisji zanieczyszczeń generowanych przez morski transport towarów spoza Europy – nie tylko wspomnianego cementu, ale także produktów spożywczych czy drobnicy.

Podsumowując, należy stwierdzić, że uzależnienie warunków importu węgla do Europy od przestrzegania polityki klimatycznej mogłoby wyraźnie poprawić kondycję krajowego górnictwa. Wprawdzie nie ma większych szans na powrót do złotych dla polskiego eksportu węgla lat 70. i 80. XX wieku, jednak całkiem realne wydaje się zwiększenie wywozu do poziomów sprzed wstąpienia Polski do UE (15-20 mln ton rocznie, przy obecnych 6 mln za osiem miesięcy 2016 roku). I to właśnie wzrost wywozu do UE, która z powodów geograficzno-frachtowych jest najlepszym z punktu widzenia polskiego eksportu odbiorcą polskiego węgla, a nie ograniczenie importu spoza Unii, jest realną szansą na zahamowanie kryzysu w polskim górnictwie.


Dawid Salamądry
Dawid Salamądry
Ekspert CA KJ ds. energetyki, absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego oraz Wydziału Zarządzania i Ekonomii na Politechnice Gdańskiej
< Powrót do listy Komentarze