prof. Tomasz Grzegorz Grosse

Szczyt w Bratysławie: pierwszy test dla polskich pomysłów na przyszłość UE

 

Dzisiejszy szczyt w Bratysławie rozpocznie dyskusję o przyszłości Unii Europejskiej. Zgłaszana przez Polskę propozycja zmiany traktatów i wzmocnienia państw narodowych dobrze odpowiada na nastroje europejskiej opinii publicznej, ale ma też poważne wady. Wzmocnienie międzyrządowego sposobu zarządzania w UE premiuje największe państwa, więc nie rozwiąże problemów słabszych państw z naszego regionu.  

Szczyt w Bratysławie (16 września 2016 r.) jest kolejnym etapem dyskusji o przyszłości UE w obliczu kolejnego wielkiego kryzysu w Europie, czyli Brexitu. Nie przyniesie zapewne większych zmian w procesach integracyjnych z kilku zasadniczych powodów.

Po pierwsze, pomysły dotyczące tego, jak uzdrowić Unię lub obronić ją przed dezintegracją, są rozbieżne i wywołują poważne kontrowersje między państwami członkowskimi. Po drugie, Bratysława to tylko początek dyskusji, która powinna być skonkludowana na jubileuszowym dla UE szczycie w Rzymie (w przyszłym roku), ale może ciągnąć się jeszcze dłużej. Po trzecie, rok 2017 to okres przedwyborczy w Niemczech i Francji, co oznacza, że trudno oczekiwać zdecydowanych zmian w polityce europejskiej.

Tymczasem polski rząd zgłasza potrzebę radykalnej zmiany, którą określono jako „kontr-rewolucję”, gdyż zmierza do zmiany traktatów w kierunku ograniczenia kompetencji instytucji UE i odzyskania suwerennej władzy przez państwa narodowe. Inicjatywa Polaków ma jedną zaletę i kilka wad.

Zaletą jest dobre wyczucie klimatu po brytyjskim referendum. W wielu państwach UE coraz większa część opinii publicznej z niechęcią odnosi się do postępów integracji. Jak to ujął niedawno minister spraw zagranicznych Niemiec Frank-Walter Steinmeier, Unia nie ma obecnie przyzwolenia społecznego na dalszą integrację.

Wadą jest przede wszystkim to, że polska propozycja, choć wsparta przez kraje Grupy Wyszehradzkiej, nie ma obecnie szans na realizację. Większość państw nie chce zmian traktatów, uznając, że w obecnej sytuacji „wysadzi to Unię w powietrze”. Zarówno Niemcy, jak i inne kraje Europy Zachodniej zmierzają raczej do pogłębienia integracji. Berlin chciałby postępów w różnych politykach sektorowych, inne państwa sugerują wzmocnienie strefy euro lub przyspieszenia integracji w grupie kilkunastu państw.

Polskie pomysły na wzmocnienie międzyrządowości mają jeszcze jeden mankament. Jest to metoda premiująca przede wszystkim największe państwa UE, a jak pokazała niedawna historia, Europa Zachodnia lub sama tylko strefa euro dość łatwo może przegłosować kraje Europy Środkowej. Wzmocnienie międzyrządowego sposobu zarządzania w UE nie rozwiąże więc problemów słabszych państw z naszego regionu. Chyba że zdobędą sojuszników w innych częściach Unii lub doprowadzą do rewizji systemu głosowania, choć szanse na to są znikome.

Przed polską dyplomacją stoi więc wyzwanie uważnego monitorowania proponowanych na szczycie w Bratysławie zmian w poszczególnych politykach UE i ocena, które są dla nas korzystne, a które należy pomijać milczeniem lub wręcz torpedować. Być może warto zgłosić własne pomysły w tych sprawach. Stoi to jednak w pewnej sprzeczności z deklaracją „kontr-rewolucji” w UE i zmniejszania udziału w politykach europejskich.

Rząd może jednak podejść do propozycji szczytu w Bratysławie zgodnie z własnymi deklaracjami, a więc dystansując się od dalszych postępów integracji. W praktyce mogłoby to oznaczać poszukiwanie sposobów wyłączania się z niektórych polityk unijnych lub nawet renegocjowania warunków dalszego udziału Polski w procesach integracji. Tego typu strategia niesie za sobą poważne ryzyko uruchomienia scenariusza brytyjskiego. Politycy tego kraju od lat podejmowali wspomniane działania, które zmierzały w istocie do stopniowego wychodzenia z UE. W przypadku Polski te same pomysły wywołałyby konsternację wśród większości państw, choć mogą zyskać przyzwolenie tych rządów, które dążą do wzmocnienia europejskiego „rdzenia”. Mogą też spotkać się z niezrozumieniem wśród Polaków, którzy w przeciwieństwie do Brytyjczyków są znacznie bardziej proeuropejscy. Przykład brytyjski jest też ważny dlatego, że – jak się wydaje – elitom tego kraju zabrakło wyobraźni strategicznej, jak kształtować swoją politykę po wyjściu z Unii.

Podsumowując – mniej niż szumne deklaracje istotne jest pytanie, jaka jest strategia RP w polityce europejskiej. Działania na arenie unijnej wymagają obecnie szczegółowej wiedzy o politykach unijnych i ich możliwych zmianach. Potrzebna jest jednak strategia, która będzie zakładała alternatywne scenariusze działań. I jeśli deklaracje polityków obozu rządowego mają wymiar strategiczny, a nie są tylko grą taktyczną, to nie można wykluczać scenariuszy zakładających wyłączanie się z niektórych procesów integracyjnych i możliwe tego konsekwencje. Tym bardziej, że procesy integracji i dezintegracji w Europie przebiegają bardzo dynamicznie.


prof. Tomasz Grzegorz Grosse
prof. Tomasz Grzegorz Grosse
Ekspert CA KJ ds. europejskich, profesor Uniwersytetu Warszawskiego.
< Powrót do listy Komentarze
 
  • KOMENTARZE
    • Highly detailed Earth, illuminated by moonlight. The glow of cities sheds light on the detailed exaggerated terrain and translucent water of the oceans. Elements of this image furnished by NASA
      dr Michał Kuź

      Przyszłość Europy i niemieckie obawy

       
      W pierwszym tygodniu listopada tygodnik „Der Spiegel” ujawnił fragmenty raportu dotyczącego możliwych zagrożeń systemowych dla Republiki Federalnej Niemiec w perspektywie do roku 2040. „Strategiczny Przegląd 2040” wyróżnia sześć możliwych scenariusz geopolitycznych wpływających na bezpieczeństwo Niemiec. Autorzy wyraźnie szeregują je od optymistycznych do bardziej pesymistycznych. Szczególnie ciekawe są te drugie, które stawiają Europę Wschodnią jako potencjalne zagrożenie. Publikacja raportu pokazuje, że Niemcy zaczynają coraz poważniej myśleć...

      Czytaj więcej

  • PUBLIKACJE
    • RAPORT: Rewolucja i równowaga. Założenia kompleksowej reformy wymiaru sprawiedliwości
      dr Jacek Sokołowski

      RAPORT: Rewolucja i równowaga. Założenia kompleksowej reformy wymiaru sprawiedliwości

       
      Realizacja społecznych funkcji sądownictwa w nowoczesnym państwie wymaga delegowania na sędziów niezbędnego zakresu władzy. Sądownictwo musi być autonomiczne wobec pozostałych struktur władzy państwowej właśnie dlatego, że w przeciwnym wypadku nie będzie w stanie zapewnić ani utrwalenia wzorców, ani kreacji nowych, ani też legitymizacji państwa jako całości. Trójpodział władzy nie jest abstrakcyjną wartością, lecz funkcjonalną zależnością, na której swój sukces rozwojowy oparły państwa Zachodu – pisze w...

      Czytaj więcej

  • AKTUALNOŚCI