prof. Sylwia Sysko-Romańczuk

Czy czeka nas rewolucja w kształceniu zawodowym?

 

Zapowiedziana przez minister edukacji reforma kształcenia zawodowego w Polsce była oczekiwana od dawna. O braku podaży odpowiednio wykwalifikowanych specjalistów przekonał się prawie każdy, kogo w ostatnich latach dotknęła awaria instalacji wodnej czy elektrycznej albo sprzętu AGD. Kolejni obdzwaniani fachowcy odpowiadają, że mogą przyjechać dopiero za kilka, a nawet kilkanaście dni. Zmiany zaproponowane przez MEN, w tym wprowadzenie tzw. “kształcenia dualnego”, mają szansę wnieść w tym zakresie pewną poprawę. Problem w tym, że w XXI wieku edukacja zawodowa powinna umożliwiać uczniom tworzenie szerokiego wachlarza kompetencji, a nie przygotowywać do określonego zawodu.

Rynek tzw. “fachowców” jest w Polsce rynkiem pracownika. W rezultacie prezesi polskich spółek, wywodzących  się z sektora produkcji przemysłowej, często narzekają: po pierwsze na brak pracowników przygotowanych do pracy specjalistycznej w zakładach produkcyjnych, a po drugie na wysoką fluktuację zatrudnionych i konieczność ponoszenia dodatkowych kosztów związanych ze szkoleniem nowych. Aby zaradzić tej sytuacji, niektórzy pracodawcy już od pewnego czasu realizują wraz z samorządami lokalnymi, będącymi organami prowadzącymi dla ponadgimnazjalnych szkół publicznych, wspólne klasy patronackie. Ich zadaniem jest przygotowanie pracowników o określonych kompetencjach i umiejętnościach, potrzebnych na lokalnym rynku pracy. Z tej perspektywy propozycje MEN w zakresie rozwijania systemu dualnego kształcenia zawodowego są słuszne, ale nie rewolucyjne –“instytucjonalizują” bowiem istniejące już dobre praktyki współpracy pomiędzy placówkami oświatowymi, samorządami i pracodawcami.

Trzeba jednak podkreślić, że włączenie przedstawicieli pracodawców, zrzeszonych w stowarzyszeniach czy konfederacjach, w proces tworzenia nowych zawodów i podstaw programowych jest działaniem ze wszech miar słusznym. Co więcej, samych pracodawców, którzy zainteresowani są pozyskiwaniem i doskonaleniem talentów, warto byłoby zaangażować także na poziomie operacyjnym, czyli na etapie opracowywania programów kształcenia zawodowego. Pytanie tylko: jak to robić? Zadaniem przedsiębiorców nie powinno być bowiem tworzenie specyfikacji zawodu określonego na ministerialnej, jak widzi to MEN, ale tworzenie portfolio kompetencji zawodowych.

Równie dyskusyjny jest słuszny na pierwszy rzut oka postulat zaangażowania pracodawców w doposażanie szkół oraz centrów kształcenia praktycznego w nowoczesną bazę technologiczo-dydaktyczną. Diabeł jak zawsze tkwi w szczegółach, których na razie nie znamy. Należy pamiętać, że postęp w technologiach jest tak dynamiczny, że wystarczą 2 – 3 lata, aby powstała nowa kategoria urządzeń i szturmem zdobyła rynek. Oznacza to, że firmy musiałyby równolegle, a co ważniejsze  systematycznie, wprowadzać nowy sprzęt zarówno do firm, jaki do szkół. Bez stworzenia przez władze publiczne odpowiedniego systemu zachęt scenariusz taki wydaje się bardzo mało prawdopodobny. Istnieje więc ryzyko, że szkoły otrzymają nie do końca nowoczesne maszyny, a w rezultacie będzie to oznaczać, że przygotujemy uczniów do zawodów, których w tradycyjnym ujęciu za chwilę nie będzie.

Trzeba być też świadomym opóźnień pomiędzy zmianami zachodzącymi na rynku a odpowiedzią przedsiębiorstw czy wreszcie adaptacją systemu edukacji. Szczególnie wyraźnie widać to w przypadku kształcenia formalnego. W praktyce dziś to sami uczniowie adaptują się o wiele szybciej do zmieniających się okoliczności niż kursy, na które uczęszczają. Proces ten obserwuję na co dzień, pracując w edukacji menedżerskiej, gdzie przyglądam się ewolucji CV studentów i absolwentów. O ile pięć lat temu wykazywali oni typowe doświadczenie liniowe (menedżerskie) lub eksperckie (specjaliści w określonej dziedzinie), o tyle obecnie przybywa osób z kwalifikacjami “spiralnymi” (główna kompetencja obudowywana projektami z innego obszaru) lub “przejściowymi” (portfolio bogatych, ale słabo związanych ze sobą doświadczeń zawodowych).

Budowanie karier przez uczniów, czyli przyszłych pracowników, jest odpowiedzią na zapotrzebowanie pracodawców, którzy coraz częściej, w pogoni za innowacjami, poszukują trzeciego i czwartego profilu zawodowego pracowników. Czy branżowa szkoła zawodowa będzie kształciła elastyczne portfolio kompetencji zawodowych? Na ile będzie się różniła od dzisiaj znanych nam politechnik czy wyższych szkół zawodowych? Zapowiedzi MEN nie napawają optymizmem. Pozostaje wierzyć, że taki optymizm tchną konkretne rozwiązania, które mają zostać zaprezentowane jesienią.

Współpraca: dr Marcin Kędzierski


prof. Sylwia Sysko-Romańczuk
prof. Sylwia Sysko-Romańczuk
Ekspert CAKJ ds. edukacji, profesor nadzwyczajny Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej, doktor nauk ekonomicznych, Członek Rady Nadzorczej SELENA FM S.A.
< Powrót do listy Komentarze