Dawid Salamądry

Kopalnie czekają na wyrok?

 

Już w tym tygodniu poznamy wstępny raport z kontroli w Kompanii Węglowej, a do końca marca mają pojawić się wnioski z audytu w Katowickim Holdingu Węglowym i w Jastrzębskiej Spółce Węglowej. Pomysł gruntownego przebadania aktualnej sytuacji finansowej spółek węglowych i ich potencjału wydobywczego jest słuszny, ale niestety bardzo spóźniony. W rezultacie zapowiadane na maj utworzenie Polskiej Grupy Górniczej (PGG) nie ma wielkich szans powodzenia, nawet pomimo lepszych wyników spółek na koniec 2015 roku.

Przyczyną zapaści górnictwa w Polsce jest szereg przenikających się problemów, takich jak: niska konkurencyjność cenowa polskiego węgla na rynkach światowych, zbyt wysokie koszty produkcji spowodowane m.in. przerostem zatrudnienia, niska wydajność wynikająca z braku inwestycji oraz małej elastyczności dużych spółek górniczych, czy wreszcie nieuwzględnianie sytuacji na rynku przy ustalaniu poziomu wydobycia. Ponadto, ogromowi problemów towarzyszy aktywna działalność wielu grup interesów kierujących się rozbieżnymi celami, jak również powstawanie nowego międzynarodowego reżimu regulacyjnego w postaci globalnej i wspólnotowej polityki klimatycznej. Znalezienie wyjścia z dramatycznej sytuacji, w jakiej znajdują się nasze kopalnie, wymaga zatem pogłębionej analizy wymienionych zjawisk.

Po pierwsze, choć powrót do złotego okresu lat 70. i 80., kiedy nasz eksport sięgał 40 mln ton węgla rocznie, nie jest realny, to nawet osiągnięcie o połowę mniejszego wyniku w obliczu utraty rynków zbytu w Europie Zachodniej wydaje się dziś poza zasięgiem polskich kopalń (w 2015 roku polski eksport wyniósł 9 mln ton). Dotyczy to zwłaszcza eksportu węgla energetycznego, który przegrywa z surowcami dostępnymi na rynku ARA (główny rynek importowy UE) zarówno ceną, jak i oczekiwanymi tam parametrami jakościowymi. Co prawda w ubiegłym roku saldo eksportu po raz pierwszy od 8 lat było dodatnie, ale osiągnięcie tego celu zostało okupione poważnymi stratami − węgiel był wypychany za granicę po tak niskich cenach (momentami mówiło się o 4-5zł/GJ, przy kosztach produkcji 10-12zł/GJ), że szanse na utrzymanie tego trendu są niezbyt duże. Ponadto, szalona pogoń za rynkiem ARA wpędzałaby polskie górnictwo w jeszcze większe tarapaty, bowiem ceny oscylują dziś w granicach 44 dolarów za tonę, czyli ok. 15−20 dolarów poniżej kosztów wydobycia.

Po drugie, od momentu wejścia Polski do UE koszty produkcji urosły prawie dwukrotnie. We wrześniu 2015 roku średni koszt produkcji węgla kamiennego w Polsce wyniósł 277 zł/t, i choć w ostatnich miesiącach Kompanii Węglowej (KW) udało się go obniżyć do 259zł za tonę, a ambitny plan Ministerstwa Energii i osób odpowiedzialnych za powstanie PGG zakłada redukcję do poziomu 214zł/t w przyszłym roku (ok. 50 dolarów), to i tak koszt ten będzie wyższy od prognozowanej ceny surowca na rynku ARA (38 dolarów). Dalsze kroki w kierunku zmniejszenia kosztów wydobycia będą wymagały znacznej redukcji zatrudnienia, ponieważ w samej Kompanii Węglowej połowę ceny węgla pochłaniają płace. Redukcja etatów nie przekłada się wprost na poziom wydobycia, co udowodniono ubiegłym roku, kiedy to uszczuplenie sektora o 10 tysięcy miejsc pracy nie przyczyniło się do istotnego spadku produkcji – polskie kopalnie w tym okresie wydobyły o milion ton węgla energetycznego mniej, przy wzroście wydobycia węgla koksowego o 700 tys. ton.

Z zagadnieniem przerostu zatrudnienia wiąże się problem trzeci, czyli wydajność pracy. Chociaż śląskie górnictwo może próbować usprawiedliwiać swoje gorsze wyniki trudniejszymi warunkami geologicznymi, to i tak liczby są bezlitosne. KW pozostaje w tyle za prywatną Silesią i niedawno zrenacjonalizowaną Bogdanką. I chociaż w ostatnim roku udało się w KW podnieść wydajność o 91 ton/os. (z 627 ton/os. w 2014 do 718 ton/os. w 2015), to było to spowodowane przede wszystkim spadkiem zatrudnienia i przesunięciem części zakładów do Spółki Restrukturyzacji Kopalń (SRK). Planowany wzrost wydajności też nie jest imponujący: 862 ton/os. w 2016, 916 ton/os. w 2017 i 948 ton/os. w 2018 to wciąż tylko mniej więcej połowa tego, czym może pochwalić się lubelska Bogdanka, nie wspominając już o odkrywkowych kopalniach rosyjskich (ok. 8 000 ton/os.) czy australijskich (ponad 10 000 ton./os.).

Po czwarte wreszcie, w obliczu rosnącej efektywności nowych bloków energetycznych, przy nieznacznym tylko wzroście krajowego zużycia i produkcji energii elektrycznej (odpowiednio 2% i 3,5% w pierwszych trzech kwartałach 2015), kuriozalnie brzmią założenia biznesplanu PGG mówiące o zwiększeniu wydobycia o 2 miliony ton. O ile na rynku od 2012 utrzymywała się ogromna nadpodaż surowca, o tyle w 2016 będziemy mieli do czynienia z sytuacją jeszcze groźniejszą, czyli drastyczną obniżką popytu, spowodowaną potężną wyprzedażą węgla w ostatnim roku do firm energetycznych, traderów, czy wreszcie Agencji Rezerw Materiałowych.

Co na to Ministerstwo Energii? Na razie brak wyraźnych deklaracji „co dalej”. Wszyscy czekają na wyniki audytu. Wiadomo na pewno, że do nowej PGG trafi 11 kopalń, nawet pomimo apeli nawołujących do restrukturyzacji (czyli de facto zamknięcia) najgorszych kopalń, takich jak KWK Pokój czy KWK Sośnica (straty na poziomie kolejno 77,69 zł/t oraz 124,07 zł/t). Mając jednak na uwadze stałą nierentowność tych zakładów można oczekiwać, że ministerstwo zastosuje sprawdzoną już metodę łączenia zakładów w kopalnie wieloruchowe i przenoszenia do SRK najsłabszych ruchów, co w praktyce będzie oznaczać stopniowe wygaszanie. Według nieoficjalnych źródeł, wszystkie kopalnie KW otrzymały od ministerstwa ultimatum, że do końca roku muszą we własnym zakresie przeprowadzić wewnętrzną restrukturyzację, która będzie uzasadniała od strony ekonomicznej jej dalsze funkcjonowanie.

Takie indywidualne podejście do każdego zakładu nie idzie w parze ze związkową solidarnością, ale wydaje się jedynym rozsądnym rozwiązaniem, aby kopalnie z najgorszymi wynikami nie „zatopiły” tych najlepszych. Większa autonomia każdej kopalni daje jej nie tylko większe możliwości poprawy konkurencyjności, ale pomaga również szybciej diagnozować problemy i zwiększa elastyczność na rynkowe zmiany. W dłuższej perspektywie jest również podstawą do ewentualnej zdrowej prywatyzacji, takiej jak w przypadku stawianych za wzór Bogdanki czy Silesii. Następstwem wprowadzenia większej autonomii w PGG powinno być szybkie przeprowadzenie podobnego rozwiązania u innego katowickiego producenta węgla energetycznego – KHW, który jest drugim podmiotem w kolejce po państwową pomoc. Niepotrzebna zwłoka będzie działać na niekorzyść całej branży.

Na końcu trzeba zadać sobie pytanie o zasadność utrzymywania całej krajowej górniczej infrastruktury w kontekście dostępności tańszego surowca z zagranicy. Odpowiedź nie jest oczywista, gdyż należy w niej uwzględnić czynnik bezpieczeństwa energetycznego. Ponadto warto pamiętać, że przy tak ogromnej skali operacji światowej produkcji węgla kamiennego, decyzji o inwestycjach czy wycofywaniu się z rynku nie podejmuje się w oparciu o prognozy krótko- i średnioterminowe, a tylko z takimi mamy do czynienia w przewidywaniu cen węgla.


Dawid Salamądry
Dawid Salamądry
Ekspert CA KJ ds. energetyki, absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego oraz Wydziału Zarządzania i Ekonomii na Politechnice Gdańskiej
< Powrót do listy Komentarze