dr Joanna Szalacha-Jarmużek

Zagraniczni właściciele zwiną interes przez podatek obrotowy?

 

Wprowadzenie nowego podatku dla zagranicznych sieci handlowych spotyka się ze sporym sprzeciwem z ich strony, a nawet groźbą wycofania się z Polski. Przypadek Węgier pokazuje, że zapowiedzi te są przesadzone. Zwłaszcza, że po Turcji, to właśnie Polska jest najbardziej atrakcyjnym rynkiem w Europie.

Marek Maruszak, prezes sieci drogerii Rossmann, roztoczył wizję wycofania się z Polski zagranicznych sieci handlowych w wyniku wprowadzenia podatku obrotowego, co w rezultacie doprowadzi do powstania rynkowej próżni. Pogląd ten wydaje się znacznie przesadzony. Co więcej, naznaczony on jest neokolonialną filozofią, która wyraża się w przekonaniu, że podmioty zagraniczne są niezastępowalne i mają wyłącznie pozytywny wpływ na polski rynek.

Oczywiście, można się zgodzić co do pozytywnej roli zagranicznych inwestorów w przenoszeniu do Polski kapitału, dobrych praktyk czy know-how w zakresie zarzadzania i marketingu. Zwłaszcza w pierwszych latach transformacji. Nie oznacza to jednak, by po upływie ponad 25 lat od przełomu 1989 roku, można było bez wahania przyjmować argumenty o braku możliwości zastąpienia zagranicznych firm na polskim rynku.

Opinię prezesa Maruszaka można zaliczyć do grupy argumentów too big to fail (TBTF) – zbyt wielcy by upaść. A dokładniej: zbyt wielcy, by POZWOLIĆ im upaść. Argument ten był szeroko używany podczas apogeum kryzysu finansowego w 2008 roku przez zwolenników tzw. bailoutu, czyli wsparcia finansowego banków inwestycyjnych, które ratowano przed bankructwem. Analogicznie, zgodnie z ideą TBTF nie powinno się wprowadzać nowych obciążeń podatkowych wobec sieci handlowych, bo zagraniczny kapitał wycofa się z Polski, powodując załamanie się rynku sprzedaży detalicznej.

Czy zatem scenariusz wycofania się z Polski zagranicznych sieci handlowych jest prawdopodobny? Nie. Polska jest zbyt dużym, zbyt atrakcyjnym i zbyt dynamicznie rozwijającym się rynkiem. Jeśli chodzi o rozwój sektora handlu detalicznego w Europie, zajmujemy obecnie drugie miejsce, zaraz po Turcji. Podobnie jak Turcja oferujemy inwestorom potencjał wzrostowy typowy dla społeczeństw, które nadrabiają dystans dzielący je od bardziej rozwiniętych gospodarek. Mamy duży i chłonny rynek wewnętrzny, a szereg prognoz zakładających stopniowe bogacenie się Polaków budzi nadzieje na wzrost dochodów także w branży handlu detalicznego. Jak pokazują dane GUS, w 2014 roku liczba sklepów należących do firm z kapitałem zagranicznym zwiększyła się o 4,3 %, a ich powierzchnia sprzedażowa o 0,8%. O atrakcyjności polskiego rynku handlu stanowi także wyraźne przesunięcie nawyków konsumenckich w stronę robienia zakupów w dużych centrach handlowych, a więc w przestrzeni będącej domeną zagranicznych inwestorów.

W kontekście proponowanych zmian w polskim systemie podatkowym przywołuje się oczywiście przykład Węgier, gdzie rząd Orbana wprowadził szereg zmian bezpośrednio niekorzystnych dla wybranych inwestorów. W 2010 roku obłożył on kryzysowymi podatkami energetykę, telekomunikację oraz wielkopowierzchniowe sieci handlowe. Są to branże, w których ogromną część podmiotów stanowiły spółki powiązane z transnarodowymi korporacjami – w przypadku handlu jest to 7 na 10 największych sieci w branży. W tamtym czasie na Węgrzech również straszono całkowitym wycofaniem się zagranicznych sieci handlowych z rynku, a w konsekwencji − zwiększeniem skali bezrobocia. Ponadto, podobnie jak w Polsce, zagraniczne sieci groziły także przerzuceniem kosztów ewentualnych nowych podatków na klientów poprzez wzrost cen.

Wprowadzone podatki na Węgrzech nie doprowadziły wcale do katastrofy tj. do masowego  wycofania się z rynku, chociaż miały negatywny wpływ na kondycję dotkniętych nimi sieci. Nowe podatki ograniczyły ich zyski i doprowadziły do konieczności zawieszenia dalszej ekspansji (np. Spar zrezygnował z budowy nowych punktów). Największe 3 sieci (Tesco, Auchan, Spar) pozostały jednak na rynku węgierskim. Branża handlu – jak podaje węgierski Krajowy Urząd Skarbowy i Ceł  – nie straciła także na zakazie handlu w niedzielę, chociaż bardzo się tego obawiano. Jedna z gróźb znalazła jednak urzeczywistnienie – tzn. faktycznie odnotowano wzrost ceny artykułów konsumpcyjnych. Nie w każdym zakresie towarowym, bo np. dobra trwałego użytku raczej taniały od 2010, ale podrożała żywność, alkohol i napoje. Ceny tych dóbr zaczęły spadać na Węgrzech dopiero w 2014 roku, gdy część nowych podatków została (także pod presją UE) cofnięta. Warto wspomnieć, że mimo tego, od 2011 roku powoli rósł wolumen sprzedaży detalicznej, w okresie tym odnotowano też mały spadek bezrobocia. Obecnie zakłada się, że dochody w handlu detalicznym wzrosną na Węgrzech w najbliższym czasie wraz z kolejnym obniżeniem stawek podatkowych dla indywidualnych osób.

Podsumowując, polski rynek jest łakomym kąskiem dla zagranicznych inwestorów z sektora sprzedaży detalicznej i nawet wprowadzenie dodatkowego opodatkowania tego nie zmieni. Straszenie wycofaniem się jest absurdalne i naznaczone neokolonialną postawą. To, że argumenty o przerzucaniu kosztów na klientów trafiać mogą w obawy konsumentów, pokazuje dobitnie, że sieci te mają niezwykle silną pozycję w naszym kraju. Jest jednak szansa, że wielość podmiotów w tej branży i konkurencja między nimi może ostatecznie hamować zapędy do podnoszenia cen, w obawie przed utratą klientów.

Dlatego, nawet jeśli w jakimś zakresie zagraniczne sieci handlowe miałyby się wycofywać czy ograniczać, to może być to szansą na pozytywną dla konsumentów de-oligopolizację. Handel bowiem wydaje się być obecnie branżą, w której know-how został już dobrze przyswojony przez rodzime grupy kupieckie i próżnia nam tu nie grozi. Trzeba jednak pamiętać, że proponowane nowe podatki dotyczyć będą także polskich sieci handlowych, które już zaczęły zwracać na ten fakt uwagę. Warto zatem, aby nowe propozycje podatkowe były projektem rządowym, z elementem konsultacji ze względu na wątpliwości co do ostatecznego wpływu na gospodarkę oraz kondycję rodzimych podmiotów, które już teraz w sporej części obsługują handel detaliczny w Polsce.


dr Joanna Szalacha-Jarmużek
dr Joanna Szalacha-Jarmużek
Ekspert CA KJ ds. patriotyzmu ekonomicznego, socjolog ekonomii i organizacji, adiunkt w Wyższej Szkole Bankowej w Toruniu w Katedrze Nauk Społecznych
< Powrót do listy Komentarze