dr Michał Kuź

Imigracyjny absurd. Sposób zapłaty za niemieckie błędy, jaki się nam proponuje, jest niemoralny, bezprawny i niewykonalny

 

Częściowe załagodzenie kryzysu imigracyjnego byłoby możliwe tylko pod trzema warunkami

Warunki postawione w tym tygodniu przez rząd Ewy Kopacz w kwestii przyjęcia uchodźców są racjonalne i uzasadnione. Granice zewnętrzne UE muszą być uszczelnione. Nie możemy przyjmować imigrantów zarobkowych, musimy mieć prawo prześwietlać uchodźców pod kątem bezpieczeństwa i, co najważniejsze, nie wolno nam się godzić na automatyczny rozdzielnik kwotowy. Wprowadzenie stałego mechanizmu podziału jest bowiem, pomijając inne względy, pogwałceniem traktatów na mocy których działa UE o czym pisze prof. Mariusz Muszyński.

Oby tylko rząd, którego szefowa dotąd nie była znana z mocnego charakteru, wytrwał przy swoich warunkach pomimo bezprecedensowej presji, jaką się na niego wywiera. Z jednej strony na premier będą naciskać bowiem potęgi europejskie, z Niemcami na czele, a z drugiej mogą w nią też uderzać liczne media ukazujące się w Polsce i to często te, które dotychczas rządowi raczej sprzyjały. Duża część liberalno-lewicowych komentatorów (Kurski, Lis, Dymek, Hołownia) uciekła bowiem od realnych problemów we wzmożenie moralne i odrealnione plany otwarcia granic.

Równocześnie jednak nawet dla realistów nie powinno ulegać wątpliwości, że jako ludzie i chrześcijanie, Polacy są  winni pomoc wszystkim tym nieszczęśnikom, których z domów wypędza wojna i którzy od nich tej pomocy zażądają. Co więcej, zgodnie z obowiązującymi nas konwencjami, każdy uchodźca, który stawi się u naszych granic, jasno dowiedzie, że ucieka z regionu objętego wojną i następnie wystąpi o azyl, powinien móc w Polsce na azyl liczyć. Względy religijne i etniczne nie mogą tu mieć znaczenia. Dokładanie tak, jak miało to miejsce w przypadku dość pokaźnej grupy (obecnie przybywa ich u nas 6 tysięcy) Czeczeńców.

Problem polega na tym, że obecna debata nie dotyczy wcale powyższej podstawowej kwestii. Rozmyślnie lub z głupoty niektóre media udają, że rozmawiamy o tym, czy Polska powinna pomóc uchodźcom. Prawda jest bowiem  taka, że rozmawiamy głównie o tym, czy Polska powinna pomóc Niemcom i to w bardzo nieracjonalny i nieefektywny sposób.

Aktualnie słyszymy bowiem, że imigranci oraz uchodźcy mają być w krajach europejskich rozlokowani, jak wynika z oficjalnych źródeł, przymusowo. Tym samym Niemcy zrzucają na barki swoich europejskich partnerów owoce własnych pomyłek i zaniechań.  Niemcy od lat prowadziły bowiem przesadnie otwartą politykę imigracyjną. Urząd ds. Imigrantów i Uchodźców reklamami publikowanymi w Internecie wręcz zachęcał do przyjazdów oraz błędnie sugerował, że każdy przybysz dostanie pracę i mieszkanie. Ze względu na starzenie się społeczeństwa, do pewnego stopnia i do pewnego momentu, służyło to za pewne niemieckiej gospodarce. Ostatecznie jednak zabrakło umiaru i rozwagi.

A przecież jeszcze niedawno kanclerz Merkel była pewna, że jej kraj „sobie poradzi”. Nie słuchała głosów mówiących, że z konfliktu w Syrii korzystają rzesze imigrantów zarobkowych z całego świata, które w niekontrolowany sposób dołączają do uchodźców. Nie była pomna alarmistycznych doniesień pokazujących, że Turcja i kraje Zatoki Perskiej rozmyślenie pomagają uchodźcom docierać do Europy, choć to oczywiście jawne pogwałcenie prawa międzynarodowego. Nie pomyślała zawczasu, by choćby na forum NATO, przywoływać Turcję do porządku. Niemieckie elity wolały raczej napadać na rzekomo ksenofobicznego Wiktora Orbána i otwarcie grozić Grupie Wyszehradzkiej.

Tymczasem dziś Niemcy same zamykają granice i narzekają, że Orbán swoich granic nie dość  pieczołowicie chronił. Wobec zupełnego bankructwa swojej polityki, silna Republika Federalna szuka słabszych kozłów ofiarnych, zarówno w wymiarze symbolicznym, jak i praktycznym. Symbolicznie dziennik „Die Welt” uznał za stosowne, na przykład, wytykać Polakom ich rzekomo wyssaną z mlekiem matki ksenofobię posuwając się przy tym do drukowania kłamstw. W głośnym wywiadzie Tomasz Gross stwierdza np. że Polacy w czasie okupacji zabili więcej Żydów niż niemieckich okupantów.

Rację jednak mają ci, którzy mówią, że zasadniczą kwestią powinna być nie niemiecka krótkowzroczność i złośliwość, tylko nasze powinności i interes samych uchodźców. Dlatego należy stwierdzić z całą mocą, że projekt kwotowy również z ich punktu widzenia jest nieetyczny. Sprowadza on bowiem uchodźców do roli bezwolnych istot, które można bez pytania o zdanie przewozić i przetrzymywać na terenie krajów, do których wcale nie chcieli się udać.

Niestety pomimo wstępnych deklaracji nadal nie wiemy, jak teraz Niemcy wyobrażają sobie w praktyce rozwiązanie kryzysu. Czy chodzi o to, by obozy mające u nas powstać ogradzać drutem kolczastym? Czy chodzi o to, by urządzać na uciekających z nich ludzi obławy?  By pokazywać w niemieckich w mediach polskich policjantów goniących za uciekinierami z pałkami w ręku, tak jak dziś pokazuje się Węgrów, którzy przecież tylko wprowadzają w życie obwiązujące ich umowy międzynarodowe?

Spokojne i bardziej równomierne rozłożenie uchodźców w Europie byłoby możliwe tylko gdyby, po pierwsze, zrównać we wszystkich krajach UE zasiłki im przysługujące (finansując to ze wspólnej unijnej kasy). Po drugie, konsekwentnie oddzielać uchodźców wojennych od imigrantów zarobkowych i tych drugich, z ciężkim sercem, deportować. Po trzecie wreszcie, faktycznych uchodźców pytać, do jakiego kraju UE sami chcieliby się udać i choć częściowo ich preferencje uwzględniać.

To zaś, z czym mamy do czynienia obecnie jest nie tylko niemoralne, ale też w praktyce niewykonalne i bezprawne. To po prostu absurd.


dr Michał Kuź
dr Michał Kuź
Ekspert CA KJ ds. polityki międzynarodowej, doktor nauk politycznych, adiunkt na Uczelni Łazarskiego, komentator i publicysta, redaktor „Pressji"
< Powrót do listy Komentarze