dr Piotr Stanek

Kryzys w Chinach może uderzyć w cały świat. Polska powinna wyciągnąć własne wnioski

 

Ponieważ nie jesteśmy w stanie znacząco wpływać na koniunkturę gospodarczą i rynki finansowe na świecie, powinniśmy starać się budować gospodarkę możliwie odporną na zewnętrzne zaburzenia

W poniedziałek 25 sierpnia szanghajski indeks giełdowy (Shanghai Composite) osunął się o ponad 8% osiągając wartości około 40% poniżej czerwcowego szczytu. Spadki były kontynuowane we wtorek i środę, a odbicie z końca tygodnia nie pozwoliło odrobić strat – tydzień zakończył się na ośmioprocentowym minusie. Oznacza to pęknięcie trwającej około roku bańki spekulacyjnej, podczas której wartość chińskiego indeksu cen akcji wzrosła o ponad 150%. W ślad za nią podążyły parkiety większości giełd na świecie. Czy jest to początek nowej fali globalnego kryzysu, który pustoszy gospodarkę światową? Czy władze chińskie są w stanie go zatrzymać? I wreszcie – jakie płyną stąd wnioski dla Polski?

Gospodarka Chin spowalnia. Dzieje się tak pomimo wysiłków władz uciekających się do kolejnych instrumentów polityki gospodarczej – dewaluacji, obniżania stóp procentowych czy rezerwy obowiązkowej. Należy jednak pamiętać, że wciąż Państwu Środka daleko do recesji (tegoroczny wzrost gospodarczy, przy wszystkich zastrzeżeniach wobec chińskich statystyk, prawdopodobnie osiągnie ok. 7%) a w ostatnich latach Chiny odpowiadały za około 1/3 przyrostu globalnej produkcji i dochodu stanowiąc jednocześnie „zaledwie” ok. 13-16% światowej gospodarki (wyższa wartości dotyczy pomiaru wg parytetu siły nabywczej). Tym samym jakiekolwiek zmiany tempa wzrostu wyraźnie przekładają się na perspektywy dla gospodarki światowej. Jeżeli potraktujemy giełdę jako „barometr” sytuacji ekonomicznej danego kraju to „nerwowa” reakcja parkietów w Nowym Jorku, Londynie czy Frankfurcie była dość zrozumiała.

Co ciekawe, jest to jeden z pierwszych (jeśli nie pierwszy) przypadek, kiedy to giełda w Szanghaju nadaje kierunek giełdom światowym. Tym bardziej trudno jest uznać problemy Chin za bezpośrednią kontynuację globalnych procesów kryzysowych, gdy coraz lepsze sygnały napływają tak z gospodarki amerykańskiej jak i (bardziej nieśmiało) – europejskiej. Wśród ekspertów (w tym niżej podpisanego) narasta przekonanie, że powoli wyczerpuje się chiński model wzrostu oparty głównie na eksporcie towarów i taniej sile roboczej. Stąd sygnały wskazujące na spowolnienie gospodarcze odbiły się na sytuacji rynkowej.

Warto zauważyć, że skalę spadków na pewno wyznaczyła granica maksymalnej zmiany ceny akcji wynosząca na szanghajskiej giełdzie 10% (ceny ok. 750 spółek spadły właśnie o tę wartość), natomiast próby zakupów akcji przez agencje rządowe nie były w stanie wpłynąć na zachowanie rynków. Jest to jeszcze jeden argument wskazujący na przewagę regulacji nad interwencjami ad hoc.

Niezmiernie trudno jest przewidywać, jakie będą długofalowe konsekwencje czarnego poniedziałku dla gospodarki światowej. Niewątpliwie należy liczyć się z tym, że rola Chin w globalnym popycie (w szczególności na surowce) będzie się powoli zmniejszać. Jednak inne gospodarki wschodzące oraz wychodzące z kryzysu kraje Zachodu mogą przynajmniej częściowo tę lukę zrekompensować.

Najbardziej niebezpiecznym scenariuszem byłoby przełożenie się spowolnienia gospodarczego i spadku wartości rynku kapitałowego na znaczące straty chińskiego sektora bankowego, który, w znacznej mierze sterowany ręcznie, wydaje się bardzo wrażliwy na załamanie koniunktury. Upadek dużego chińskiego banku (w pierwszej dziesiątce największych banków na świecie pod względem aktywów znajdują się już cztery z Państwa Środka) mógłby mieć zapewne porównywalne konsekwencje do upadłości Lehman Brothers.

Wnioski dla Polski wydają się jednak dość trywialne. Ponieważ nie jesteśmy w stanie znacząco wpływać na koniunkturę gospodarczą i rynki finansowe na świecie, powinniśmy starać się budować gospodarkę możliwie odporną na zewnętrzne zaburzenia. A więc tworzyć dobre regulacje finansowe (w ramach wyznaczonych dyrektywami UE). Prowadzić zdrową politykę makroekonomiczną w szczególności wystrzegając się nadmiernego zadłużenia. Nie spodziewać się, że instytucje państwowe będą w stanie ustrzec nas przed gwałtownymi fluktuacjami rynków finansowych.


dr Piotr Stanek
dr Piotr Stanek
Ekspert CA KJ ds. bankowości i finansów, adiunkt w Katedrze Międzynarodowych Stosunków Gospodarczych Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie; Doktorat uzyskał w Uniwersytecie Lille
< Powrót do listy Komentarze